Pod koniec sierpnia br. Ministerstwo Klimatu i Środowiska wraz z Lasami Państwowymi postanowiły zainterweniować na rynku pelletu drzewnego, który podobnie jak węgiel doświadczył w ostatnich miesiącach drastycznych, kilkusetprocentowych podwyżek cen.

Pod koniec sierpnia z resortu środowiska wystosowano polecenie do leśników, aby „niezwłocznie podjąć działania celem uruchomienia na potrzeby sezonu grzewczego 2022/2023 oraz w dalszej perspektywie samodzielnej sprzedaży detalicznej pelletu”.

20 września Lasy Państwowe ogłosiły przetarg na usługę wytworzenia certyfikowanego pelletu drzewnego klasy A1 (lub równoważnej normy) z udostępnionego przez Lasy Państwowe surowca drzewnego.

Zamawiający, którym były Lasy Państwowe występował w imieniu kilkunastu nadleśnictw, które miały dostarczyć kilkanaście tysięcy m3 surowca drzewnego na potrzeby wyprodukowania pelletu drzewnego za łączną kwotę ponad 12 milionów złotych.

W warunkach przetargu określono między innymi cenę za tonę gotowego produktu, która wynosiła 2300 zł netto (2829 zł brutto).

17 października przetarg unieważniono z powodu braku ofert w postępowaniu.

Sytuacja ta do złudzenia przypomina słynną już akcję z węglem po 966 zł za tonę. W jednym i drugim przypadku władze uznały, że mają wiedzę lepszą od branży i mogą narzucić niemożliwe do spełnienia warunki, oczekując, że branża wbrew logice i ekonomii do warunków takich chętnie przystąpi. Węgla po 966zł nikt w Polsce nie widział i podobnie skończyła się jak na razie akcja z pelletem z Lasów Państwowych.

Branża zarzuciła Lasom Państwowym cały szereg bardzo wymagających i trudnych do spełnienia warunków, które były powodem tego, że do przetargu nie zgłosił się ani jeden oferent.

Rozpisanie nowego przetargu na łatwiejszych do spełnienia warunkach niewiele już zmieni na rynku pelletu w bieżącym sezonie grzewczym. Opóźnienie będące efektem unieważnienia pierwszego przetargu, sprawi, że nawet jeśli do nowego postępowania zgłoszą się chętni, wyprodukowany pellet trafi na rynek już pod koniec sezonu grzewczego.