W wojnie jaką wytoczono polskiemu węglowi aktywiści antywęglowi sięgają do najróżniejszych metod. Gdy wydaje się, że nic nowego nas już nie zdziwi wyciągają z kapelusza swojej iluzji kolejnego „królika” i jak to w cyrku bywa, część widzów się śmieje wiedząc, że to nieprawdziwa sztuczka, a część z zapartym tchem bije brawo.

W najnowszym cyklu publikacji Gazety Wyborczej nazwanym wymownie #ekośledztwa posunięto się już do niewyobrażalnych granic absurdu atakując nie tylko węgiel, ale i całą branżę.

22 listopada w serwisie next.gazeta.pl pojawił się wpis pt. „Wojna o ekogroszek. Dlaczego górnicy  chcą za wszelką cenę bronić radioaktywnego węgla?”.

Gdyby zastanawiali się Państwo, czy w powyższym zdaniu nie popełniliśmy jakiegoś błędu, to zapewniamy, że nie – autor artykułu napisał wyraźnie, że górnicy w Polsce bronią radioaktywnego węgla, co sami mogą Państwo sprawdzić u źródła (https://next.gazeta.pl/next/7,172392,27821214,wojna-o-ekogroszek-dlaczego-gornicy-chca-za-wszelka-cene-bronic.html).

Dalej we wpisie znajdziemy kolejne akty dreszczowca, gdzie autor opisuje dobrze już Państwu znaną historię „badań” jakie na zlecenie fundacji Client Earth przeprowadził prof. Badyda.
We artykule Gazety z dnia 19.11, który był zapowiedzią cyklu #ekośledztwa napisano nawet, że były to badania „bezprecedensowe” i tutaj jak najbardziej musimy się zgodzić! Skala nieprawidłowości i błędów popełnionych podczas owych „badań” była naprawdę bezprecedensowa, a na nieprawidłowości te uwagę zwracała nie tylko branża węglowa, ale także środowisko naukowe z doświadczeniem nieporównywalnie większym od doświadczenia prof. Badydy (więcej tutaj: link).

W dalszej części artykułu czytamy – „Zespół pod kierunkiem dr. hab. inż. Artura Badydy przeprowadził badanie inne, niż to znane z laboratoriów, gdzie certyfikowany jest ekogroszek. – Nie chcieliśmy powtarzać warunków ściśle kontrolowanych, tylko zobaczyć, co dzieje się z ekogroszkiem w warunkach zbliżonych do rzeczywistych. Normalni użytkownicy kotłów węglowych nie czyszczą ich przecież codziennie z najdrobniejszych pozostałości po paliwie, a to robi się w laboratoriach. W przeciwieństwie do pracowników laboratorium nie mają też możliwości kontrolowania w pełni procesu spalania. A wystarczy, że zmienią się nieco warunki pogodowe, instalacja będzie zapchana lub nieszczelna, do kotła trafi inne paliwo i spalanie będzie przebiegało inaczej – mówi Gazeta.pl dr Badyda”. Swoją drogą, jak bardzo oderwane od rzeczywistości musiały być „badania” , w których podczas jednego z pomiarów zanotowano stężenie tlenu w spalinach w kominie na poziomie 19,4% (w powietrzu 21%). Nie trzeba tytułu profesorskiego, by stwierdzić, że tak zestawiona instalacja była po prostu dmuchawą do pyłu, która miała na celu udowodnić z góry postawioną tezę, a nie instalacją odwzorowującą spalenie ekogroszku w warunkach domowych.

Pomijając już fakt, że w laboratoriach certyfikuje się kotły, a nie ekogroszek, który jest objęty Rozporządzeniem o Normach Jakości Paliw Stałych, autor nie raczył wspomnieć, że badań, które całkowicie przeczą ustaleniom prof. Badydy przeprowadzono w Polsce dziesiątki, jeśli nie setki (także w warunkach rzeczywistych), a w samym tylko 2020 roku UOKiK przeprowadził aż 658 kontroli różnych modeli kotłów na paliwa stałe, a kontrole te potwierdziły, że aż 98,18% kotłów spełnia normy emisyjne zgodne z certyfikatami i świadectwami badań wydanymi przez akredytowane laboratoria.

Jak to na wojnie zwykle bywa, dezinformacja także jest bronią, a najlepszą dezinformacją jest pominięcie tych najbardziej istotnych informacji, którymi w kontekście „wojny o ekogroszek” są liczne badania i ustalenia krajowych instytutów naukowo-badawczych, zajmujących się spalaniem paliw stałych już od 30 lat, w tym przede wszystkim szereg naprawdę poważnych badań i publikacji działającego w ramach Instytutu Ochrony Środowiska – Państwowego Instytutu Badawczego – Krajowego Ośrodka Bilansowania i Zarządzania Emisjami (KOBiZE).

Redaktorom Gazety powinno zależeć na obiektywnych informacjach i rzetelnych faktach naukowych, a pomijając największe autorytety i specjalistów w kraju, którzy na badaniach ekogroszku „zjedli zęby” (jak chociażby dr. Krystyna Kubica) cała „wojna o ekogroszek” opiera się o jedno badanie, któremu eksperci z zakresu badań paliw stałych zarzucili cały ogrom nieprawidłowości. Gazeta wybrała jednak linię oderwanych od rzeczywistości argumentów antywęglowego lobby i straszenie Polaków radioaktywnym węglem.

To kolejna odsłona „wojny o ekogroszek”, wojny, w której fakty naukowe i ekonomiczne stoją w sprzeczności z interesami promującego drogie formy ogrzewania lobby. Jest jeszcze jeden czynnik, który w wojnie tej może przechylić (i już zaczął przechylać) szalę na stronę zdrowego rozsądku. Obecna sytuacja na europejskim rynku energetycznym, w której Europa i świat zaczęły przepraszać się z węglem i do węgla wracać. Wyrzucenie w obecnej sytuacji 90% ekogroszków z rynku byłoby nie tylko samobójstwem Polski, ale wręcz zabójstwem milionów osób, dla których ekogroszek jest jedyną możliwością na ogrzanie swojego domu. Robienie z Polaków idiotów wmawiając im, że węgiel jest radioaktywny raczej niczego w wojnie tej nie zmieni, bo Polacy w aż tak wyimaginowane brednie po prostu nie uwierzą.