28 września 2020 został przegłosowany nowy Program Ochrony Powietrza dla Województwa Małopolskiego.

Program od samego początku budził wiele kontrowersji i sprzeciwów z powodu całego szeregu zapisów, które uderzały w setki tysięcy mieszkańców Małopolski i tysiące firm działających w regionie.

Co więcej Programowi zarzucano również ograniczanie wolności konstytucyjnych oraz sprzeczność z prawem unijnym.

Czy więc POP dla Małopolski jest fatalną uchwałą, która przyniesie więcej złego niż dobrego?

Zacznijmy od tego, że już sam sposób w jaki konsultowano i wprowadzano Program wołał o przysłowiową „pomstę do nieba” o czym pisaliśmy tutaj: http://bit.ly/konsultacje-pop-malopolska oraz tutaj: http://bit.ly/pop-dla-malopolski-wejdzie-tylnymi-drzwami

Podczas lipcowych konsultacji, w których wzięliśmy udział aż 83% uczestników spotkania oceniło program negatywnie, a tylko 6% jednoznacznie go poparło, a większość krytycznych uwag jakie zgłaszały i organizacje ekologiczne i przedsiębiorcy i zwykli mieszkańcy w ogóle nie została wzięte pod uwagę.

Od samego początku bowiem program konsultowany był głównie ze środowiskami antysmogowymi, których wiarygodność w kwestiach ochrony środowiska jest mocno wątpliwa i była już wielokrotnie podważana, a manipulowanie danymi zarzucili im ostatnio nawet wybitni naukowcy o czym pisaliśmy tutaj: http://bit.ly/antysmogowcy-manipuluja-danymi

Gdy o dostęp do treści poprawek do programu poprosiło Polskie Forum Klimatyczne dostępu do poprawek odmówiono, jednak udostępniono je bez problemu prezesowi Polskiego Alarmu Smogowego – pisze Pan Krzysztof Woźniak z Polskiego Forum Klimatycznego.

Główny zarzut wobec małopolskiego POPu to znaczące ograniczenie możliwości używania polskiego OZE w postaci biomasy, co stoi także w sprzeczności z unijnymi dyrektywami w sprawie promowania stosowania energii ze źródeł odnawialnych (np. DYREKTYWA PARLAMENTU EUROPEJSKIEGO I RADY (UE) 2018/2001 z dnia 11 grudnia 2018 r.).

Małopolski POP ogranicza także używanie paliw stałych w nowoczesnych urządzeniach, uderzając w lokalnych rolników – producentów zdrowej żywności, a także blokuje edukację o prawidłowym spalaniu, które ma potencjał natychmiastowej redukcji smogu i ubóstwa energetycznego potwierdzony przez opracowanie naukowe wydane przez Ministerstwo Środowiska (tzw. Uchwała o prawidłowym spalaniu, której zapisy odrzucono w programie dla Małopolski).

W programie przyjęto także zapisy o finansowaniu od 1 stycznia 2021 wyłącznie instalacji na biomasę (przy finansowaniu instalacji grzewczych na paliwa stałe), a od 1 stycznia 2023 wyłącznie instalacji na biomasę o emisji cząstek stałych do 20mg/m3.

Oznacza to nic innego jak odmowę finansowania od 2023 roku urządzeń zgodnych z najbardziej restrykcyjnymi normami europejskimi w tym z tzw. dyrektywą Ekoprojekt (Ecodesign), które dotuje się w wielu krajach Unii Europejskiej.

Kotły węglowe, także te zgodne z Ekoprojektem nie będą finansowane wcale, mimo, że emisja cząstek stałych z obecnie produkowanych i sprzedaanych urządzeń nie różni się wcale od emisji urządzeń na biomasę, a obecne na rynku są nawet kotły węglowe o emisji cząstek stałych poniżej 20mg/m3.

Potwierdza to tylko to, na co od dawna zwracamy uwagę. Prawo w Polsce tworzone jest nie przy udziale prawdziwych ekspertów ze świata nauki i ekologii, a przy udziale i pod dyktando aktywistów, którzy wbrew logice i faktom zwalczają polskie niezależne źródła energii jak węgiel i biomasa robiąc miejsce dla określonych urządzeń zza granicy.

Gdyby chodziło wyłącznie o poprawę jakości powietrza to Program Ochrony Powietrza dla Województwa Małopolskiego nie ograniczałby dostępu ani do urządzeń, które spełniają najbardziej restrykcyjne normy emisyjne w Europie, ani do paliw, które w całej Europie są uznawane jako ekologiczne i odnawialne źródła energii.

Ale jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o…

Interesy w ograniczeniu dostępu do biomasy i węgla w Polsce ma wiele zagranicznych koncernów, zwłaszcza tych produkujących pompy ciepła, fotowoltaikę czy kotły gazowe.

O powiązaniach tych koncernów z organizacjami „ekologicznymi” w Polsce mówi się bowiem już od dawna. W maju pisaliśmy o zapowiedziach Ministra Środowiska, o tym, że powoła specjalną grupę, która przyjrzy się bliżej działaniom i finansowaniu organizacji proekologicznych, ale do dnia dzisiejszego nic się w tym temacie nie wydarzyło.

Jak widać interesy zagranicznych koncernów są ważniejsze niż interesy Polski i Polaków.

Jako pierwsza haracz zapłaci Małopolska i jej mieszkańcy, ale pewnym jest, że podobne przepisy będzie forsować się wkrótce w całej Polsce.