Pomorska Uchwała Antysmogowa

Stanowisko Izby

Aktualności

Nie znaleziono żadnych wyników

Nie znaleziono szukanej strony. Proszę spróbować innej definicji wyszukiwania lub zlokalizować wpis przy użyciu nawigacji powyżej.

Skąd się bierze smog w Krakowie?

Skąd się bierze smog w Krakowie?

Aktywiści antysmogowi chcieliby, aby odpowiedź była zawsze jedna i taka sama – z węgla!

Badania naukowe pokazują jednak coś innego…

Kilka dni temu w siedzibie Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Krakowie zaprezentowano wyniki badań zespołów naukowych AGH pod kierownictwem dr hab. Lucyna Samek, pn.: ,,Źródła zanieczyszczeń pyłowych powietrza w Krakowie w 2018 – 2019 roku”.

To najdokładniejsze jak dotąd badania składu chemicznego, składu pierwiastkowego, składu jonowego i zawartości węgla w pyle PM10 w Krakowie.

W badaniach analizowane były próbki pobierane w dwóch lokalizacjach – na Al. Krasińskiego, gdzie funkcjonuje stacja związana z transportem drogowym oraz na ul. Złoty Róg, w dzielnicy Bronowice, gdzie działa stacja monitorująca jakość powietrza w dzielnicy mieszkalnej analizująca także napływ zanieczyszczeń o gmin ościennych.

Wyniki badań na obydwu stacjach pokazały jasno, że największym problemem Krakowa i głównym źródłem krakowskiego smogu w latach 2018 – 2019 (jeszcze przed wprowadzeniem całkowitego zakazu spalania paliw stałych) była emisja komunikacyjna.

„W krakowskim zanieczyszczeniu powietrza mamy znaczący udział emisji komunikacyjnej. Szacunkowo w ciągach komunikacyjnych Krakowa zimą zanieczyszczenia spowodowane emisją komunikacyjną mogą wynosić 50-60 proc., a latem nawet 70 proc. i więcej” – powiedział Ryszard Listwan, zastępca małopolskiego WIOŚ.

Emisja ze spalania węgla odpowiadała natomiast za 20 – 25% emisji pyłów latem i maksymalnie 50% emisji pyłów zimą i to wtedy, gdy w Krakowie czynnych było jeszcze kilka tysięcy palenisk węglowych.

Znaczącym źródłem zanieczyszczenia powietrza w Krakowie jest także unos pyłu z ulicy, z przemysłu i z prac budowlanych, co potwierdziło wcześniejsze badania prof. Mazura z krakowskiej AGH.

Mimo kolejnych już, bardzo kompleksowych badań pokazujących ogromny udział emisji komunikacyjnej w zanieczyszczeniu powietrza w Krakowie środowiska antysmogowe wciąż twierdzą, że głównym winnym są paliwa stałe.

Po osiągnięciu celu jakim było wprowadzenie całkowitego zakazu spalania paliw stałych w Krakowie (który to zakaz nie przyniósł zamierzonych rezultatów) jako cel postawiono sobie wprowadzenie takiego zakazu w całej Małopolsce.

Na celowniku antysmogowców znalazł się już nie tylko węgiel, ale także biomasa, która w całej Unii Europejskiej pomaga zrealizować cele OZE i którą uważa się za źródło energii znacznie bardziej ekologiczne od gazu ziemnego.

Niestety nie w Polsce…

Jeśli bowiem w krajach Europy Zachodniej dotuje się wymianę kotłów gazowych na kotły biomasowe to te kotły gazowe, gdzieś muszą znaleźć swój rynek zbytu.

Wystarczy tylko z pomocą pseudoekologów przekonać kilku samorządowców, ze kopalniany gaz jest bardziej eko niż neutralna emisyjnie (CO2) biomasa i zaczną mnożyć się w naszym kraju takie szkodliwe uchwały jak przyjęty niedawno Program Ochrony Powietrza dla Małopolski, o czym napiszemy więcej już niebawem.

 

 

Ekolodzy bronią warszawskich ścieków w Wiśle

Ekolodzy bronią warszawskich ścieków w Wiśle

Już około 5 milionów metrów sześciennych ścieków trafiło do Wisły po awarii kolektora ściekowego z warszawskiej oczyszczalni ścieków Czajka.

To znacznie więcej niż rok wcześniej, kiedy do Wisły trafiło łącznie około 3,6 miliona metrów sześciennych nieczystości.

W tym roku ścieki wpływają do Wisły już ponad 3 tygodnie i tak naprawdę nie wiadomo jeszcze jak długo będą wpływać.

Organizacje ekologiczne jak do tej pory milczały, o czym pisaliśmy na początku września

Ostatnio jednak ekolodzy postanowili wypowiedzieć się w kwestii zrzutu ścieków do Wisły.

Niejaki dr Przemysław Nawrocki, ekolog z międzynarodowej organizacji WWF stwierdził niedawno w Radiu Kolor, że zrzut ścieków do Wisły „To nie katastrofa ekologiczna, tylko zjawisko „przekarmienia” rzeki” (…)  Ścieki, które wpływają do Wisły mają to do siebie, że zawierają biogeny, sole odżywcze, czyli to, co rośliny i glony są w stanie zaabsorbować jako nawóz. Ale Wisła nie powinna przyjmować takich porcji, bo jak każdy wie, przekarmianie jest niezdrowe”.

Tak więc drodzy Państwo okazuje się, że 5 milionów metrów sześciennych szamba to nie żaden problem, tylko pokarm dla rzeki w nieco zbyt dużej ilości.

Idąc tym tokiem rozumowania emisja CO2, przeciwko której tak bardzo protestują ci sami ekolodzy też nie powinna być problemem, bo to przecież także tylko pokarm dla roślin, które potrzebują go do procesu fotosyntezy.

Gdzie jest ta mała istotna różnica, o której ekolodzy głośno nie mówią? Czemu ze ściekami w rzece żadna organizacja ekologiczna nie walczy tak zaciekle jak np. z polskim węglem?

Nie opłaca się. Producenci niemieckich kotłów gazowych mają w nosie naszą Wisłę i to co w niej płynie.

Polski Alarm Smogowy znów manipuluje danymi!

Polski Alarm Smogowy znów manipuluje danymi!

Żadna to nowość i pisaliśmy o tym już wielokrotnie, ale tym razem manipulacje te możecie sami Państwo zweryfikować sięgając do publikacji pt. „Program PAS dla czystego powietrza w Polsce” jaką Polski Alarm Smogowy wydał dnia 8 stycznia 2020 roku.

Na stronie 11 ww. opracowania znalazło się stwierdzenie o treści: „Całkowicie legalnie do polskich domów sprzedaje się w dalszym ciągu ok. 100 tysięcy kominków i kóz rocznie bez jakichkolwiek wymogów w zakresie np. ilości emitowanego pyłu”, opatrzone wykresem, z którego wynika, że do obrotu trafiają wciąż kominki emitujące od 1350 do 2180 mg pyłu na m3.

Jako źródło PAS wskazał opracowanie naukowe dr. inż. Krystyny Kubicy oraz dr hab. inż. Roberta Kubicy – jednych z najbardziej wybitnych ekspertów w dziedzinie ochrony powietrza w Europie.

W dniu 3 września Państwo Kubica wydali w związku z tym oświadczenie, którego treść zamieszczamy poniżej:

Dotyczy wskaźników emisji pyłu z nowych ogrzewaczy pomieszczeń na drewno.

Niniejszym zwracamy uwagę na błędną i nierzetelną zawartość materiałów informacyjnych publikowanych przez Polski i Krakowski Alarm smogowy. Wyrażamy też sprzeciw dla sposobu wykorzystania informacji opracowanych przez nas na potrzeby przywołanego opracowania z roku 2015.

Z treści jednego ze slajdów wynikać mogłoby, że jesteśmy jakoby autorami opracowania, według którego:

Nowe, miejscowe ogrzewacze pomieszczeń (kominki, piece, piecokuchnie), sprzedawane w ilości 100 tyś rocznie, zasilane drewnem suchym/mokrym, emitują w warunkach rzeczywistych odpowiednio 1350 i 2180 mg/m3, podczas gdy powinny <40 zgodnie z dyrektywą Ekoprojekt.

Publikowane treści nie wynikają z przywołanego opracowania, którego jesteśmy autorami. Przytoczone wartości zagregowanych wskaźników emisji odnoszą się do oszacowania maksymalnego, możliwego poziomu emisji pyłu (wskaźnik zagregowany) z przestarzałych urządzeń grzewczych, w tym piecokuchni i pieców wolnostojących, użytkowanych w Polsce do roku bazowego 2014. Przypadek uwzględnia stosowanie paliwa pozaklasowego w tych przestarzałych urządzeniach, których stan techniczny jest zasadniczo różny od nowoczesnych urządzeń grzewczych. Przywołane wartości wskaźników emisji zostały oszacowane na potrzeby wykazania znaczącego potencjału poprawy w przypadku zastąpienia tych przestarzałych urządzeń przez nowe, zgodne z Dyrektywą Ekoprojekt.

Przypisanie nowym, wysokosprawnym i niskoemisyjnym piecom i kominkom, (zgodnym z wymogami Ekoprojekt) wysokich wskaźników emisji, właściwych dla urządzeń starych i określenie ich mianem szacowanych dla warunków rzeczywistych jest całkowicie nieuprawnione. Podobnie nie jest uprawnione przypisywanie ich piecom akumulacyjnym/kaflowym, które są wyposażone w nowoczesne paleniska.

Wysokie wartości wskaźników emisji, w żaden sposób, nie mogą być odnoszone do urządzeń grzewczych wprowadzanych aktualnie na rynek krajowy. Nowoczesne kominki i piece spełniają już wymogi Ekoprojektu pomimo braku jego formalnego wdrożenia w warunkach krajowych. Dzieje się tak ponieważ są to produkty tożsame z urządzeniami wprowadzanymi na rynki Europy Zachodniej gdzie stosowane regulacje obowiązują od dawna (np. BimSchV).

Stosowne żądanie poprawy błędnych treści zostało przesłane do Polskiego i Krakowskiego Alarmu Smogowego. Zwrotnie otrzymaliśmy jednoznaczną deklarację przedstawiciela Alarmu, że materiały zostaną poprawione. Liczymy na niezwłoczną korektę zawartości materiałów informacyjnych.

O tego typu metodach działania polskich alarmów smogowych pisaliśmy już wielokrotnie. Wykorzystują one nieświadomość społeczeństwa i bardzo często w wyrafinowany sposób manipulują danymi naukowymi i faktami, tak aby pasowały one do aktualnej ich narracji.

Tak jest np. z podawaniem wyników pomiaru jakości powietrza, gdzie alarmy smogowe wybierają sobie te stacje badawcze, które w danej chwili pokazują najwyższe wartości, nawet jeśli nie są to stacje referencyjne, o czym pisaliśmy tutaj: https://bit.ly/antysmogowy-coming-out

Tak było również z epidemią koronawirusa, którą antysmogowcy wykorzystali do swoich celów, o czym pisaliśmy tutaj – https://bit.ly/hipokryzja-antysmogowcow

Podobnie było i w przytoczonym w tym artykule przypadku.

To nic, że kominki, które trafiają obecnie do obrotu w Polsce spełniają od dawna wymogi ekorpojektu emitując mniej niż 40mg pyłów na m3 spalin. Polski Alarm Smogowy wolał napisać, że emitują od 1350 do 2180 mg, bo przeciętny „Kowalski” i tak nie ma o tym pojęcia i nie będzie tego weryfikował, a medialnie brzmi fajnie, można dowalić producentom polskich kominków, a niemieccy producenci kotłów gazowych będą zachwyceni.

Pech chciał, że sprostowania tych bzdur zażądali naukowcy z autorytetem, którego nikt w całej Europie nie ośmieliłby się kwestionować i bzdury te trzeba będzie sprostować.

Czekamy z niecierpliwością na to, jaką formę sprostowania wymyśli PAS i jesteśmy wręcz pewni, że jeśli nawet sprostowanie takie się pojawi, to przejdzie ono zupełnie bez medialnego echa ze strony środowisk antysmogowych, które głośno krzyczą tylko wtedy, kiedy kolejny już raz wprowadzają ludzi w błąd.

Miały znikną z rynku pomimo apeli do Ministra Klimatu

Miały znikną z rynku pomimo apeli do Ministra Klimatu

  • Miały znikną z rynku kotłów małej mocy (do 1MW) pomimo apeli do Ministra Klimatu.
  • Spowoduje to rozregulowanie rynku energetycznego oraz powiększenie szarej strefy.
  • Ucierpią na tym gospodarstwa domowe oraz uczciwi przedsiębiorcy.
  • Użytkownicy kotłów miałowych poniżej 1MW nie są gotowi na taką transformację ze względu na kryzys ekonomiczny spowodowany COVID-19.

 

Zakaz sprzedaży miałów pomimo opóźnień w dotacjach na wymianę pieców

Czarny scenariusz dla klientów składów opału najprawdopodobniej jednak się ziści. Zgodnie z Rozporządzeniem Ministra Energii z dnia 27 września 2018 r. w sprawie wymagań jakościowych dla paliw stałych, tylko do 30 czerwca 2020 r. obowiązują normy określone dla miałów węglowych. Po tym czasie normy te przestają obowiązywać, a to oznacza, że zgodnie z ustawą z dnia 25 sierpnia 2006 r. o systemie monitorowania i kontrolowania jakości paliw, już od 1 lipca nie będzie można sprzedawać miału z węgla kamiennego do gospodarstw domowych i instalacji o mocy do 1 WM.

Minister Klimatu jako jedyny organ mający kompetencje do przedłużenia obowiązywania norm jakościowych dla węgla, mimo licznych apeli ze strony przedsiębiorców oraz gospodarstw domowych wykorzystujących miały węglowe, nie podjął żadnych działań w tej sprawie. W rezultacie od dnia 1 lipca 2020 r. konieczne będzie zaopatrzenie się w inny rodzaj paliwa, które spełnia wszystkie wymogi formalne, ale jednocześnie jest przy tym znacznie droższe. Ekomiały oraz groszek z węgla kamiennego mogą kosztować nawet dwukrotnie więcej niż zwykłe miały, które można oglądać na przykopalnianych zwałach.

Rozregulowanie rynku miału energetycznego oraz powiększenie szarej strefy przez zakaz sprzedaży miałów węglowych

Miał węglowy jest wciąż jednym z najtańszych rodzajów paliwa dostępnego na rynku – najczęściej wykorzystywanym przez gospodarstwa domowe i przedsiębiorców. W samym sektorze małych i średnich przedsiębiorców znajduje się ok. 24 tys. urządzeń grzewczych o mocy nominalnej spalania poniżej 1 MW, a zużycie miałów w tych urządzeniach szacowane jest na 7 mln 250 tys. ton na rok. To mniej więcej tyle, ile obecnie leży na przykopalnianych zwałach.  Po 30 czerwca 2020 r. ten rynek zniknie, a setki tysięcy użytkowników urządzeń grzewczych wraz z gospodarstwami domowymi zostanie pozbawionych dostępu do najtańszego paliwa grzewczego.

Zmiana ta będzie bardzo odczuwalna. Wciąż bardzo wielu użytkowników nie jest nawet świadoma tego, że od lipca nie będzie mogła nabyć paliwa do swojego urządzenia grzewczego. Również czas pandemii COVID-19 i kryzysu gospodarczego z nią związanego, sprawia że efektywność przyjętego założenia dotyczącego redukcji ilości paliw stałych w obrocie będzie bardzo znikoma. Wpływ na to ma przede wszystkim kondycja finansowa użytkowników instalacji grzewczych o mocy do 1 MW, a także tempo w jakim ta zmiana zostaje wprowadzona.

Kupujący miały z węgla kamiennego wybierają ten rodzaj paliwa z bardzo prostego względu jakim jest cena. Jest to element, który pozwala zmieścić się w określonym budżecie – zarówno przedsiębiorstwa jak i gospodarstwa domowego. Dla przedsiębiorców niska cena surowców energetycznych jest jednym z elementów konkurencyjności zarówno na rynku krajowym jak i zagranicznym, a wzrost kosztów stałych może mieć wpływ na wzrost cen towarów i usług.

Użytkownicy urządzeń grzewczych wykorzystujących miały z węgla kamiennego przez zakaz ich sprzedaży nie zmienią z dnia na dzień rodzaju paliwa grzewczego, bo to wiąże się z ogromnym kosztem w zakresie samego paliwa, a dodatkowo będzie wiązało się często z koniecznością wymiany urządzenia grzewczego.

Ten czynnik spowoduje wzrost zakupu taniego paliwa wątpliwej jakości na czarnym rynku, omijając przy tym oficjalną dystrybucję paliw stałych. W ten sposób dojdzie do rozregulowania rynku węgla oraz wpływów z podatków. 

Ofiarami zakazu sprzedaży miałów węglowych będą korzystający z tego paliwa, ale skutki odczujemy wszyscy

Zakaz sprzedaży miałów węglowych mocno wpłynie na działalność przedsiębiorców wykorzystujących ten rodzaj paliwa w swoich urządzeniach grzewczych, gdyż będzie to wiązało się z koniecznością modernizacji instalacji grzewczej, a także wzrostem kosztów stałych w prowadzeniu działalności gospodarczej. Nagła potrzeba wymiany instalacji grzewczej będzie niewątpliwie odczuwalna w finansach przedsiębiorstw.

Również gospodarstwa domowe mocno odczują zakaz sprzedaży miałów węglowych. Przez pandemię COVID-19 sytuacja finansowa gospodarstw domowych uległa pogorszeniu, a gospodarstwa wykorzystujące miały węglowe jako paliwo grzewcze, często należą do tych mocno ograniczonych w wysokości budżetu domowego. Nie będą one mogły pozwolić sobie na nagłą zmianę paliwa grzewczego oraz wymianę urządzeń grzewczych, bo nie pozwoli im na to budżet. Przez to gospodarstwa domowe zostaną postawione w sytuacji, w której zakup paliwa grzewczego w szarej strefie będzie jedynym rozwiązaniem.

Przez trudną sytuację ekonomiczną użytkowników miałów węglowych, może pojawić się problem spalania odpadów, a także paliw wątpliwej jakości, pochodzących z szarej strefy. W rezultacie walcząc o poprawę jakości powietrza prowokuje się jego znaczne pogorszenie.

Polska nie jest gotowa na gwałtowne odejście od węgla

W 2018 r. ruszyła w Polsce pierwsza odsłona programu „Czyste Powietrze”. Program ten zakładał dofinansowania w zakresie termomodernizacji budynków mieszkalnych oraz przekształcenia instalacji grzewczych w sprzyjające ekologicznym standardom. Pomimo dobrych założeń, program nie spotkał się z szerokim odbiorem, a decydujący się skorzystać z jego oferty musieli przejść przez wiele formalności, a także spełnić ściśle określone warunki programu. „Czyste Powietrze” nie spełniło swojego celu, jakim jest przystosowanie budynków do ekologicznych źródeł zużycia energii.

By poprawić sytuację związaną z jakością powietrza w Polsce, w maju 2020 r. rząd ogłosił program „Czyste Powietrze 2.0”, który jest zmodyfikowaną wersją pierwszej edycji. Założenia programu oraz metoda ich wykonania są dobre, jednak by doprowadzić do transformacji energetycznej w Polsce, program musi działać przez co najmniej dwa-trzy lata. Dopiero po tym czasie będziemy mogli odczuć pierwsze efekty programu. Wynika to z czasochłonności oraz ograniczonej liczby specjalistów w zakresie termomodernizacji budynków.

Pomimo istnienia programów wspomagających przekształcenia urządzeń grzewczych w urządzenia ekologiczne, wiele podmiotów nie jest gotowych finansowo na modernizację energetyczną. Wynika to przede wszystkim ze znacznie wyższych kosztów montażu i eksploatacji ekologicznych urządzeń grzewczych.

Zatem zakaz sprzedaży miałów z węgla kamiennego ma sens jedynie w momencie, kiedy kraj jest w pełni gotowy w zakresie infrastruktury do przejścia na inny rodzaj paliwa grzewczego. W tym momencie takiej gotowości w Polsce nie ma, a także jest duża niepewność związana z kryzysem wywołanym przez COVID-19. Zakaz sprzedaży miałów węglowych jest jedynie odcięciem użytkowników od oficjalnej dystrybucji paliwa grzewczego, nie rozwiązuje natomiast problemu związanego z wykorzystaniem miałów węglowych do spalania. Korzystanie z tego rodzaju paliwa nie skończy się  wraz z wejściem w życie zakazu sprzedaży miałów węglowych od 1 lipca 2020 r.

Racjonalnym wyjściem z tej sytuacji jest przedłużenie przez Ministra Klimatu obowiązywania norm jakościowych dla miałów węglowych o co najmniej dwa lata, by dać czas podmiotom, których to dotyczy, na przystosowanie swojej infrastruktury do nowego rodzaju paliwa grzewczego. Dotychczas jednak, pomimo wielu apeli i próśb ze strony przedsiębiorców oraz gospodarstw domowych, Minister Klimatu nie wyraził woli na wydłużenie obowiązywania norm jakościowych dla miałów węglowych.

IGSPW

Od 1 lipca 2020 nie kupisz już miału do celów grzewczych

Od 1 lipca 2020 nie kupisz już miału do celów grzewczych

Od 1 lipca 2020 r. będzie obowiązywał zakaz sprzedaży miałów z węgla kamiennego dla gospodarstw domowych oraz kotłów o mocy poniżej 1 MW. Do dyspozycji kupujących pozostaną jedynie droższe paliwa.

Zgodnie z Rozporządzeniem Ministra Energii z dnia 27 września 2018 r. w sprawie wymagań jakościowych dla paliw stałych do 30 czerwca 2020 r. obowiązują normy określone dla miałów węglowych. Po tym czasie normy te przestają obowiązywać, a to oznacza, że zgodnie z ustawą z dnia 25 sierpnia 2006 r. o systemie monitorowania i kontrolowania jakości paliw, nie będzie można zakupić paliw stałych w postaci miału z węgla kamiennego, do których nie ma określonych norm jakościowych. Zatem od dnia 1 lipca 2020 r. konieczne będzie zaopatrzenie się w inny rodzaj paliwa, który spełnia wszystkie wymogi formalne, ale jednocześnie jest przy tym znacznie droższy. Niemniej, jeżeli klient kupi zapas miału przed 1 lipca 2020 r. to będzie mógł go zużywać bez żadnych ograniczeń o ile nie będzie to naruszać innych regulacji (np. uchwał antysmogowych).

Obecnie miał węglowy jest jednym z najtańszych rodzajów paliw do ogrzewania, którego roczne zużycie w Polsce szacuje się na ponad 7 mln 250 tys. ton, co przekłada się na rynek warty ponad
6 mld PLN. W samym sektorze małych i średnich przedsiębiorców, znajduje się ponad 24 tysiące urządzeń grzewczych o mocy poniżej 1 MW, które zasilane są miałem z węgla kamiennego. Doliczając do tego gospodarstwa domowe, które wykorzystują do ogrzewania miał węglowy, można zauważyć, że z dniem 1 lipca 2020 r. dziesiątki tysięcy urządzeń zostaną pozbawione możliwości zakupu preferowanego rodzaju paliwa grzewczego.

Problemem dla użytkowników instalacji cieplnych o mocy nominalnej poniżej 1 MW, zasilanych miałem z węgla kamiennego, będzie znaczny wzrost wydatków na paliwo grzewcze, a oprócz tego, w niektórych wypadkach konieczna stanie się wymiana urządzeń w celu dostosowania możliwości technicznych do użytkowania danego rodzaju paliwa. Wykorzystanie podobnego do miału węglowego – groszku z węgla kamiennego, będzie się wiązało dla użytkownika z kosztami blisko dwukrotnie wyższymi w porównaniu do ogrzewania miałem z węgla kamiennego.

Jak wynika z badań przeprowadzonych na zlecenie Izby Gospodarczej Sprzedawców Polskiego Węgla, miał węglowy od 2018 roku był zdecydowanie najczęściej używanym paliwem do kotłów średniej mocy stosowanych w Polsce. Brak interwencji legislacyjnej w sprawie ustalenia nowych norm jakościowych dla miałów węglowych, będzie skutkował podwyższeniem kosztów eksploatacji urządzeń grzewczych, u przedsiębiorców zmniejszy płynność finansową przez niespodziewany wzrost kosztów paliwa grzewczego, a w przypadku najuboższych użytkowników instalacji grzewczych, spowoduje to korzystanie z odpadów lub paliw nieekologicznych, co pogorszy jakość powietrza, a także powiększy szarą strefę, do której może przenieść się obrót miałami.

Zgodnie z ustawą z dnia 25 sierpnia 2006 r. o systemie monitorowania i kontrolowania jakości paliw, od 1 lipca 2020 r. osoba wprowadzająca do obrotu miały z węgla kamiennego o wymiarze ziarna od 1 mm do 31,5 mm, będzie podlegała grzywnie od 50 000 zł do 1 000 000 zł lub nawet karze pozbawienia wolności do lat 5.

Zakupu miałów węglowych po 30 czerwca 2020 r. będą mogły dokonać jedynie osoby oraz firmy, które przekażą dostawcy przed realizacją dostawy na rzecz osoby lub firmy kopię zaświadczenia potwierdzającego prowadzenie instalacji spalania o mocy nominalnej co najmniej 1 MW lub kopię dokumentu potwierdzającego prowadzenie działalności polegającej na sprzedaży paliwa stałego.

IGSPW