Pomorska Uchwała Antysmogowa

Stanowisko Izby

Aktualności

Coraz więcej gmin z zakazami korzystania z paliw stałych!

Coraz więcej gmin z zakazami korzystania z paliw stałych!

Czy absurdalne i niespotykane nigdzie indziej w Europie uchwały pozbawią miliony mieszkańców naszego kraju niedrogich źródeł ciepła? Czy uwielbiane przez Polaków kominki odejdą do lamusa? „Coraz więcej samorządów decyduje się na to, by zakazać korzystania z paliw...

czytaj dalej
OPINIA EKSPERTA: Dlaczego EKOgroszek jest „eko” ?

OPINIA EKSPERTA: Dlaczego EKOgroszek jest „eko” ?

Krystyna Kubica, dr inż. Ekspert Polskiej Izby Ekologii w Katowicach Sezon grzewczy, niekorzystne warunki atmosferyczne i występujące incydenty smogowe, i znów liczne opinie, komentarze, które koncentrują się na hasłach walki ze „smogiem” i na walce z węglem, nawet z...

czytaj dalej
Ceny węgla pod kontrolą UOKiK – wnioski z kontroli rynku.

Ceny węgla pod kontrolą UOKiK – wnioski z kontroli rynku.

Czy składy węgla zawyżały jego ceny i prowadziły zmowę cenową?

Nic na to nie wskazuje – stwierdził UOKiK we wniosku z kontroli, która objęła ponad 200 podmiotów i łącznie 255 punktów sprzedaży.

– Pozyskane przez nas dotychczas informacje nie wskazują, że pomiędzy przedsiębiorcami prowadzącymi składy węgla mogło dojść do porozumień ograniczających konkurencję. Wyższe ceny węgla oraz ograniczenia w jego dostępności wynikały z przyczyn zewnętrznych, które były przede wszystkim skutkiem rosyjskiej agresji na Ukrainę – mówi Prezes UOKiK Tomasz Chróstny.

UoKik stwierdził jednoznacznie, że przyczyną wzrostu cen w składach węgla były głównie rosnące koszty zakupu ponoszone przez przedsiębiorców po 24 lutego 2022 roku.

UOKiK stwierdził także, że nie zaobserwowano istotnego wzrostu marży handlowej, tj. różnicy między średnią ceną zakupu węgla przez składy a średnią ceną jego sprzedaży od lutego do lipca 2022 r. W badanym okresie wzrosła ona jedynie o 5%, czyli znacznie poniżej wzrostu poziomu inflacji w tym samym okresie.

Stwierdzono także, że wzrostowi cen towarzyszył niedobór węgla w składach, a przyczyną tego była utrata stałych źródeł dostaw. Aż 77 proc. badanych przedsiębiorców potwierdziło, że krajowi dostawcy lub importerzy odmówili im dostarczenia towaru. Przyczynami tego były głównie braki krajowego węgla lub jego ograniczona ilość oraz embargo na produkty z Rosji i Białorusi.

UOKiK skontrolował także to, czy na składach opału węgiel nie jest magazynowany w celu późniejszej sprzedaży
z większym zyskiem. Nie stwierdzono takich przypadków w żadnym z 255 kontrolowanych punktów sprzedaży, a jedyny węgiel, który był magazynowany w niektórych punktach to węgiel przeznaczony do dalszego posortowania (tzw. niesort) lub towar już sprzedany lub zarezerwowany.

Coraz więcej śmieci w Polsce trafia do domowych pieców!

Coraz więcej śmieci w Polsce trafia do domowych pieców!

Spada ilość śmieci, które Polacy oddają do recyklingu. Z ogromnym prawdopodobieństwem trafiają one do domowych pieców!

Firmy zajmujące się zbiórką odpadów w Polsce zauważyły niepokojący trend spadku ilości odpadów zbieranych selektywnie, zwłaszcza tych, które nadają się do spalenia w domowych piecach. Jest to zupełnie sprzeczne z ogólnoświatowym trendem, w którym rok do roku ta ilość znacząco się zwiększa. Również w Polsce sytuacja taka nie miała do tej pory miejsca, a ilość odpadów rokrocznie rosła.

W wielu polskich gminach ilość odpadów trafiających na wysypiska jest mniejsza niż w analogicznym okresie poprzedniego roku (nawet o 20%), co oznacza, że śmieci najprawdopodobniej trafiają gdzie indziej.

Na wysypiska trafia mniej przede wszystkim odpadów łatwopalnych takich jak papier, plastik, odpady gabarytowe z drewna oraz materiały drewnopodobne.

Gdzie trafiają śmieci, które nie trafiły na wysypisko?

Najprawdopodobniej do pieca…

Innym wytłumaczeniem spadku ilości śmieci może być zmniejszenie konsumpcji spowodowane odczuwalnym mocno przez wszystkich wzrostem cen. Wyższe ceny wpływają na to, że mniej kupujemy, co z kolei przekłada się na mniejszą ilość śmieci.

źródło: rp.pl

Komentarz IGSPW:

O tym, że dokładnie taka sytuacja nastąpi wiedzieliśmy i ostrzegaliśmy już pod koniec maja, we wpisie pt. „Czy czeka nas najgorsze powietrze od wielu lat?” – link

Już wtedy wskazywała na to pogarszająca się sytuacja na rynku węgla w Polsce, do której doprowadziło zarówno embargo na rosyjski węgiel jak i prowadzona konsekwentnie od wielu lat walka ze wszystkim co miało jakikolwiek związek z wydobyciem, sprzedażą i spalaniem węgla w Polsce.

Najdroższe w całej Europie drewno oraz jego niedobory również przyczyniły się mocno do obecnej sytuacji, w której ludzie palą w piecu tym, co po prostu mają pod ręką.

Choć nigdy nie pochwalaliśmy ani tym bardziej nie zachęcaliśmy do palenia śmieci jesteśmy po części w stanie zrozumieć tych, którzy w akcie desperacji uciekają się do tego typu praktyk. Zjawisko ubóstwa energetycznego rosnącego od wielu lat w Polsce jest nam bardzo dobrze znane. Członkowie naszej Izby każdego dnia spotykają się osobiście i rozmawiają z tysiącami Polaków, dla których ogrzanie swojego domu jest prawdziwym wyzwaniem, a niejednokrotnie także kosztem, którego nie są w stanie udźwignąć. To są ludzkie dramaty, których liczba w tym roku lawinowo wzrasta, a w sytuacji dramatycznej ludzie próbują ratować się na wszelkie sposoby. Spalanie śmieci jest tylko jednym z nich.

Kraków oficjalnie z najgorszym powietrzem w 2021 roku

Kraków oficjalnie z najgorszym powietrzem w 2021 roku

Kraków od lat stawiany jest jako wzór walki z zanieczyszczeniem powietrza w Polsce, tymczasem okazuje się, że pomimo wydanych setek milionów złotych i wprowadzenia najbardziej drastycznych zakazów w Europie to właśnie w Krakowie notuje się wciąż najwyższe w całej Polsce stężenia pyłów, tlenku azotu i benzo(a)pirenu.

Kilka dni temu – 4 listopada oficjalnie potwierdził to Generalny Inspektorat Ochrony Środowiska (GIOŚ) w odpowiedzi na bezpośrednie zapytanie Pana Bartłomieja Krzycha – działacza społecznego ze  Stowarzyszenia Otwarta Wieliczka.

W piśmie, jakie Pan Bartłomiej otrzymał z Departamentu Monitoringu Środowiska GIOŚ czytamy między innymi, że:

Potwierdzam, że w 2021 roku pomiary NO2 były prowadzone na 139 automatycznych stanowiskach pomiarowych. Jednocześnie potwierdzam, że najwyższe średnioroczne stężenie NO2 w 2021 roku wystąpiło na stacji monitoringu jakości powietrza w Krakowie przy al. Krasińskiego i wyniosło 50,0 μg/m3.

i dalej

Potwierdzam, że w 2021 roku pomiary pyłu zawieszonego PM10 były prowadzone na 171 automatycznych stanowiskach pomiarowych. Jednocześnie informuję, że w 2021 roku pomiary pyłu zawieszonego PM10 były prowadzone na 176 manualnych stanowiskach pomiarowych (stanowiska referencyjne). Najwyższe średnioroczne stężenie pyłu zawieszonego PM10 w 2021 roku wystąpiło na stanowisku manualnym w Krakowie przy al. Krasińskiego i wyniosło 45,5 μg/m3.

Z pisma wynika także, że od momentu wprowadzenia całkowitego zakazu palenia węglem i drewnem, poprawa jakości powietrza, która nastąpiła w Krakowie była mniejsza niż Łodzi, czy Katowicach, które zakazów takich nie wprowadziły.

Informacji tej jednak próżno szukać w mediach, czy na profilach aktywistów antysmogowych z jednego prostego powodu – byłaby ona jawnym i mocnym zaprzeczeniem propagandy sukcesu Krakowa w walce ze smogiem.

Jak pisze na swojej stronie internetowej Pan Bartłomiej – przed wprowadzeniem zakazu alarmy smogowe twierdziły, że ok połowa pyłów zawieszonych w Krakowie to wina pieców i kominków, a tylko 8% to napływ z innych powiatów. Jeszcze śmieszniej jest w przypadku benzoapirenu, któremu w niemal 80% procentach miały być winne krakowskie kominki i piece, a tylko 12% to napływ z innych powiatów. Dziś już wiemy, że to były propagandowe bzdury i całkowite wyeliminowanie kominków i pieców nie obniżyło zanieczyszczeń powietrza w stopniu w jakim to zapowiadano.

źródło: panbartek.pl

Potwierdzenie słów Pana Bartłomieja bez problemu znajdziemy na stronie Krakowskiego Alarmu Smogowego. Wg. danych ze strony KAS źródła ciepła (piece, kotły, kominki) z samego tylko Krakowa,  miały odpowiadać za 47,7% pyłów PM10, 44,6% pyłów PM 2,5, a także za 78,7% benzo(a)pirenu.

Dane te były jednym z głównych argumentów do wprowadzenia zakazu, który zaczął obowiązywać 1 września 2019 roku. Gdy wszystkie piece, kotły i kominki w Krakowie przestały działać średnioroczne stężenia pyłów i benzo(a)pirenu spadły w stopniu nie tylko nieporównywalnie mniejszym niż podane na stronie KAS wartości, ale mniejszym także niż spadki w innych dużych miastach, które podobnych zakazów nie wprowadziły.

Czy władze Krakowa i aktywiści antysmogowi wyciągnęli z tego wnioski? Bynajmniej! Zmieniono jedynie narrację i za wciąż fatalną jakość powietrza w Krakowie nie obwinia się teraz źródeł lokalnych, które całkowicie zlikwidowano i nie obwinia się także powszechnie znanego problemu zabudowywania miasta, czy udowodnionego przez AGH wtórnego unosu pyłów z krakowskich ulic. W antysmogowej propagandzie głównym winowajcom są teraz ościenne powiaty, które wg. danych wciąż widocznych na stronie KAS miały odpowiadać jedynie za 8,2% pyłów PM10, 10,7% pyłów PM2,5 oraz 11,9% benzo(a)pirenu.

Po co się to robi?

Ano po to, by w tych ościennych powiatach również wprowadzić analogiczne jak w Krakowie i równie bezsensowne zakazy, których jednym efektem będzie jeszcze większe zubożenie społeczeństwa.

A gdy i te zakazy nie pomogą, winą za krakowski smog obciąży się ościenne województwa, by i tam wprowadzić te same zakazy.

Taki był plan działania drodzy Państwo, ale plan ten pokrzyżowała rzeczywistość, w której ludzie chcą ogrzewać swoje domy nie tym, do czego zmuszają ich lobbyści, ale tym na co ich po prostu stać. I choć nie dociera to jeszcze do środowisk antysmogowych, to dociera coraz częściej do władz lokalnych, które mają świadomość tego, że sprawują jedynie mandat powierzony im przez tych właśnie ludzi, którzy dzisiaj płacą ogromną cenę tego, że jednym głupim zakazem odebrano im możliwość taniego i ekologicznego ogrzania własnego domu.

Pelletu od Lasów Państwowych nie będzie?

Pelletu od Lasów Państwowych nie będzie?

Pod koniec sierpnia br. Ministerstwo Klimatu i Środowiska wraz z Lasami Państwowymi postanowiły zainterweniować na rynku pelletu drzewnego, który podobnie jak węgiel doświadczył w ostatnich miesiącach drastycznych, kilkusetprocentowych podwyżek cen.

Pod koniec sierpnia z resortu środowiska wystosowano polecenie do leśników, aby „niezwłocznie podjąć działania celem uruchomienia na potrzeby sezonu grzewczego 2022/2023 oraz w dalszej perspektywie samodzielnej sprzedaży detalicznej pelletu”.

20 września Lasy Państwowe ogłosiły przetarg na usługę wytworzenia certyfikowanego pelletu drzewnego klasy A1 (lub równoważnej normy) z udostępnionego przez Lasy Państwowe surowca drzewnego.

Zamawiający, którym były Lasy Państwowe występował w imieniu kilkunastu nadleśnictw, które miały dostarczyć kilkanaście tysięcy m3 surowca drzewnego na potrzeby wyprodukowania pelletu drzewnego za łączną kwotę ponad 12 milionów złotych.

W warunkach przetargu określono między innymi cenę za tonę gotowego produktu, która wynosiła 2300 zł netto (2829 zł brutto).

17 października przetarg unieważniono z powodu braku ofert w postępowaniu.

Sytuacja ta do złudzenia przypomina słynną już akcję z węglem po 966 zł za tonę. W jednym i drugim przypadku władze uznały, że mają wiedzę lepszą od branży i mogą narzucić niemożliwe do spełnienia warunki, oczekując, że branża wbrew logice i ekonomii do warunków takich chętnie przystąpi. Węgla po 966zł nikt w Polsce nie widział i podobnie skończyła się jak na razie akcja z pelletem z Lasów Państwowych.

Branża zarzuciła Lasom Państwowym cały szereg bardzo wymagających i trudnych do spełnienia warunków, które były powodem tego, że do przetargu nie zgłosił się ani jeden oferent.

Rozpisanie nowego przetargu na łatwiejszych do spełnienia warunkach niewiele już zmieni na rynku pelletu w bieżącym sezonie grzewczym. Opóźnienie będące efektem unieważnienia pierwszego przetargu, sprawi, że nawet jeśli do nowego postępowania zgłoszą się chętni, wyprodukowany pellet trafi na rynek już pod koniec sezonu grzewczego.

Do trzech razy sztuka – kolejne przedłużenie odstępstw od norm jakościowych

Do trzech razy sztuka – kolejne przedłużenie odstępstw od norm jakościowych

26 października 2022 r. upływa okres obowiązywania już drugiego z kolei rozporządzenia Ministra Klimatu i Środowiska, w którym przewidziano odstępstwa od wymagań jakościowych dla paliw stałych. Ministerstwo planuje jednak przedłużenie obecnych odstępstw na czas od 27 października 2022 r. do 30 kwietnia 2023 r.

Zawieszenie wymagań jakościowych do końca sezonu grzewczego 2022/2023., było możliwe dzięki znowelizowaniu treści art. 6a ustawy o systemie monitorowania i kontrolowania jakości paliw. Do tej pory jednorazowe odstępstwo mogło obowiązywać maksymalnie przez okres 60 dni. Zgodnie z nowymi przepisami normy jakości mogą zostać zawieszone na czas nie dłuższy niż 24 miesiące.

Wprowadzenie odstępstw od norm jakości nie jest jednak równoznaczne z zupełnym brakiem ograniczeń w obrocie węglem. Nadal zabroniona jest sprzedaż na rzecz gospodarstw domowych i podmiotów posiadających instalację o mocy poniżej 1MW następujących paliw stałych:

  • mułów węglowych, flotokoncentratów,
  • dowolnej mieszaniny paliw zawierającej mniej niż 85% węgla kamiennego,
  • paliwa stałego niepoddanego procesowi sortowania (tzw. niesortu).

Zakazy te wynikają bowiem z uregulowań ustawowych, od których nie wprowadzono odstępstw.  Należy jednak pamiętać, że w związku z wejściem w życie ustawy o zasadach realizacji programów wsparcia przedsiębiorców w związku z sytuacją na rynku energii w latach 2022-2024 do 30 kwietnia 2023 r. dopuszczalna jest sprzedaż węgla brunatnego.

Świadectwa jakości

Upłynęło już 120 dni od kiedy obowiązują odstępstwa od norm jakości. Jednak nadal nie przedstawiono oficjalnego stanowiska w sprawie obowiązku wystawiania świadectw jakości. Dlatego w dalszym ciągu najbardziej bezpiecznym podejściem jest wystawianie świadectwa jakości w sytuacjach, kiedy przedsiębiorca sprzedaje paliwo stałe spełniające dotychczasowe normy jakościowe.