Pomorska Uchwała Antysmogowa

Stanowisko Izby

Aktualności

Polski Alarm Smogowy znów manipuluje danymi!

Polski Alarm Smogowy znów manipuluje danymi!

Żadna to nowość i pisaliśmy o tym już wielokrotnie, ale tym razem manipulacje te możecie sami Państwo zweryfikować sięgając do publikacji pt. „Program PAS dla czystego powietrza w Polsce” jaką Polski Alarm Smogowy wydał dnia 8 stycznia 2020 roku.

Na stronie 11 ww. opracowania znalazło się stwierdzenie o treści: „Całkowicie legalnie do polskich domów sprzedaje się w dalszym ciągu ok. 100 tysięcy kominków i kóz rocznie bez jakichkolwiek wymogów w zakresie np. ilości emitowanego pyłu”, opatrzone wykresem, z którego wynika, że do obrotu trafiają wciąż kominki emitujące od 1350 do 2180 mg pyłu na m3.

Jako źródło PAS wskazał opracowanie naukowe dr. inż. Krystyny Kubicy oraz dr hab. inż. Roberta Kubicy – jednych z najbardziej wybitnych ekspertów w dziedzinie ochrony powietrza w Europie.

W dniu 3 września Państwo Kubica wydali w związku z tym oświadczenie, którego treść zamieszczamy poniżej:

Dotyczy wskaźników emisji pyłu z nowych ogrzewaczy pomieszczeń na drewno.

Niniejszym zwracamy uwagę na błędną i nierzetelną zawartość materiałów informacyjnych publikowanych przez Polski i Krakowski Alarm smogowy. Wyrażamy też sprzeciw dla sposobu wykorzystania informacji opracowanych przez nas na potrzeby przywołanego opracowania z roku 2015.

Z treści jednego ze slajdów wynikać mogłoby, że jesteśmy jakoby autorami opracowania, według którego:

Nowe, miejscowe ogrzewacze pomieszczeń (kominki, piece, piecokuchnie), sprzedawane w ilości 100 tyś rocznie, zasilane drewnem suchym/mokrym, emitują w warunkach rzeczywistych odpowiednio 1350 i 2180 mg/m3, podczas gdy powinny <40 zgodnie z dyrektywą Ekoprojekt.

Publikowane treści nie wynikają z przywołanego opracowania, którego jesteśmy autorami. Przytoczone wartości zagregowanych wskaźników emisji odnoszą się do oszacowania maksymalnego, możliwego poziomu emisji pyłu (wskaźnik zagregowany) z przestarzałych urządzeń grzewczych, w tym piecokuchni i pieców wolnostojących, użytkowanych w Polsce do roku bazowego 2014. Przypadek uwzględnia stosowanie paliwa pozaklasowego w tych przestarzałych urządzeniach, których stan techniczny jest zasadniczo różny od nowoczesnych urządzeń grzewczych. Przywołane wartości wskaźników emisji zostały oszacowane na potrzeby wykazania znaczącego potencjału poprawy w przypadku zastąpienia tych przestarzałych urządzeń przez nowe, zgodne z Dyrektywą Ekoprojekt.

Przypisanie nowym, wysokosprawnym i niskoemisyjnym piecom i kominkom, (zgodnym z wymogami Ekoprojekt) wysokich wskaźników emisji, właściwych dla urządzeń starych i określenie ich mianem szacowanych dla warunków rzeczywistych jest całkowicie nieuprawnione. Podobnie nie jest uprawnione przypisywanie ich piecom akumulacyjnym/kaflowym, które są wyposażone w nowoczesne paleniska.

Wysokie wartości wskaźników emisji, w żaden sposób, nie mogą być odnoszone do urządzeń grzewczych wprowadzanych aktualnie na rynek krajowy. Nowoczesne kominki i piece spełniają już wymogi Ekoprojektu pomimo braku jego formalnego wdrożenia w warunkach krajowych. Dzieje się tak ponieważ są to produkty tożsame z urządzeniami wprowadzanymi na rynki Europy Zachodniej gdzie stosowane regulacje obowiązują od dawna (np. BimSchV).

Stosowne żądanie poprawy błędnych treści zostało przesłane do Polskiego i Krakowskiego Alarmu Smogowego. Zwrotnie otrzymaliśmy jednoznaczną deklarację przedstawiciela Alarmu, że materiały zostaną poprawione. Liczymy na niezwłoczną korektę zawartości materiałów informacyjnych.

O tego typu metodach działania polskich alarmów smogowych pisaliśmy już wielokrotnie. Wykorzystują one nieświadomość społeczeństwa i bardzo często w wyrafinowany sposób manipulują danymi naukowymi i faktami, tak aby pasowały one do aktualnej ich narracji.

Tak jest np. z podawaniem wyników pomiaru jakości powietrza, gdzie alarmy smogowe wybierają sobie te stacje badawcze, które w danej chwili pokazują najwyższe wartości, nawet jeśli nie są to stacje referencyjne, o czym pisaliśmy tutaj: https://bit.ly/antysmogowy-coming-out

Tak było również z epidemią koronawirusa, którą antysmogowcy wykorzystali do swoich celów, o czym pisaliśmy tutaj – https://bit.ly/hipokryzja-antysmogowcow

Podobnie było i w przytoczonym w tym artykule przypadku.

To nic, że kominki, które trafiają obecnie do obrotu w Polsce spełniają od dawna wymogi ekorpojektu emitując mniej niż 40mg pyłów na m3 spalin. Polski Alarm Smogowy wolał napisać, że emitują od 1350 do 2180 mg, bo przeciętny „Kowalski” i tak nie ma o tym pojęcia i nie będzie tego weryfikował, a medialnie brzmi fajnie, można dowalić producentom polskich kominków, a niemieccy producenci kotłów gazowych będą zachwyceni.

Pech chciał, że sprostowania tych bzdur zażądali naukowcy z autorytetem, którego nikt w całej Europie nie ośmieliłby się kwestionować i bzdury te trzeba będzie sprostować.

Czekamy z niecierpliwością na to, jaką formę sprostowania wymyśli PAS i jesteśmy wręcz pewni, że jeśli nawet sprostowanie takie się pojawi, to przejdzie ono zupełnie bez medialnego echa ze strony środowisk antysmogowych, które głośno krzyczą tylko wtedy, kiedy kolejny już raz wprowadzają ludzi w błąd.

Miały znikną z rynku pomimo apeli do Ministra Klimatu

Miały znikną z rynku pomimo apeli do Ministra Klimatu

  • Miały znikną z rynku kotłów małej mocy (do 1MW) pomimo apeli do Ministra Klimatu.
  • Spowoduje to rozregulowanie rynku energetycznego oraz powiększenie szarej strefy.
  • Ucierpią na tym gospodarstwa domowe oraz uczciwi przedsiębiorcy.
  • Użytkownicy kotłów miałowych poniżej 1MW nie są gotowi na taką transformację ze względu na kryzys ekonomiczny spowodowany COVID-19.

 

Zakaz sprzedaży miałów pomimo opóźnień w dotacjach na wymianę pieców

Czarny scenariusz dla klientów składów opału najprawdopodobniej jednak się ziści. Zgodnie z Rozporządzeniem Ministra Energii z dnia 27 września 2018 r. w sprawie wymagań jakościowych dla paliw stałych, tylko do 30 czerwca 2020 r. obowiązują normy określone dla miałów węglowych. Po tym czasie normy te przestają obowiązywać, a to oznacza, że zgodnie z ustawą z dnia 25 sierpnia 2006 r. o systemie monitorowania i kontrolowania jakości paliw, już od 1 lipca nie będzie można sprzedawać miału z węgla kamiennego do gospodarstw domowych i instalacji o mocy do 1 WM.

Minister Klimatu jako jedyny organ mający kompetencje do przedłużenia obowiązywania norm jakościowych dla węgla, mimo licznych apeli ze strony przedsiębiorców oraz gospodarstw domowych wykorzystujących miały węglowe, nie podjął żadnych działań w tej sprawie. W rezultacie od dnia 1 lipca 2020 r. konieczne będzie zaopatrzenie się w inny rodzaj paliwa, które spełnia wszystkie wymogi formalne, ale jednocześnie jest przy tym znacznie droższe. Ekomiały oraz groszek z węgla kamiennego mogą kosztować nawet dwukrotnie więcej niż zwykłe miały, które można oglądać na przykopalnianych zwałach.

Rozregulowanie rynku miału energetycznego oraz powiększenie szarej strefy przez zakaz sprzedaży miałów węglowych

Miał węglowy jest wciąż jednym z najtańszych rodzajów paliwa dostępnego na rynku – najczęściej wykorzystywanym przez gospodarstwa domowe i przedsiębiorców. W samym sektorze małych i średnich przedsiębiorców znajduje się ok. 24 tys. urządzeń grzewczych o mocy nominalnej spalania poniżej 1 MW, a zużycie miałów w tych urządzeniach szacowane jest na 7 mln 250 tys. ton na rok. To mniej więcej tyle, ile obecnie leży na przykopalnianych zwałach.  Po 30 czerwca 2020 r. ten rynek zniknie, a setki tysięcy użytkowników urządzeń grzewczych wraz z gospodarstwami domowymi zostanie pozbawionych dostępu do najtańszego paliwa grzewczego.

Zmiana ta będzie bardzo odczuwalna. Wciąż bardzo wielu użytkowników nie jest nawet świadoma tego, że od lipca nie będzie mogła nabyć paliwa do swojego urządzenia grzewczego. Również czas pandemii COVID-19 i kryzysu gospodarczego z nią związanego, sprawia że efektywność przyjętego założenia dotyczącego redukcji ilości paliw stałych w obrocie będzie bardzo znikoma. Wpływ na to ma przede wszystkim kondycja finansowa użytkowników instalacji grzewczych o mocy do 1 MW, a także tempo w jakim ta zmiana zostaje wprowadzona.

Kupujący miały z węgla kamiennego wybierają ten rodzaj paliwa z bardzo prostego względu jakim jest cena. Jest to element, który pozwala zmieścić się w określonym budżecie – zarówno przedsiębiorstwa jak i gospodarstwa domowego. Dla przedsiębiorców niska cena surowców energetycznych jest jednym z elementów konkurencyjności zarówno na rynku krajowym jak i zagranicznym, a wzrost kosztów stałych może mieć wpływ na wzrost cen towarów i usług.

Użytkownicy urządzeń grzewczych wykorzystujących miały z węgla kamiennego przez zakaz ich sprzedaży nie zmienią z dnia na dzień rodzaju paliwa grzewczego, bo to wiąże się z ogromnym kosztem w zakresie samego paliwa, a dodatkowo będzie wiązało się często z koniecznością wymiany urządzenia grzewczego.

Ten czynnik spowoduje wzrost zakupu taniego paliwa wątpliwej jakości na czarnym rynku, omijając przy tym oficjalną dystrybucję paliw stałych. W ten sposób dojdzie do rozregulowania rynku węgla oraz wpływów z podatków. 

Ofiarami zakazu sprzedaży miałów węglowych będą korzystający z tego paliwa, ale skutki odczujemy wszyscy

Zakaz sprzedaży miałów węglowych mocno wpłynie na działalność przedsiębiorców wykorzystujących ten rodzaj paliwa w swoich urządzeniach grzewczych, gdyż będzie to wiązało się z koniecznością modernizacji instalacji grzewczej, a także wzrostem kosztów stałych w prowadzeniu działalności gospodarczej. Nagła potrzeba wymiany instalacji grzewczej będzie niewątpliwie odczuwalna w finansach przedsiębiorstw.

Również gospodarstwa domowe mocno odczują zakaz sprzedaży miałów węglowych. Przez pandemię COVID-19 sytuacja finansowa gospodarstw domowych uległa pogorszeniu, a gospodarstwa wykorzystujące miały węglowe jako paliwo grzewcze, często należą do tych mocno ograniczonych w wysokości budżetu domowego. Nie będą one mogły pozwolić sobie na nagłą zmianę paliwa grzewczego oraz wymianę urządzeń grzewczych, bo nie pozwoli im na to budżet. Przez to gospodarstwa domowe zostaną postawione w sytuacji, w której zakup paliwa grzewczego w szarej strefie będzie jedynym rozwiązaniem.

Przez trudną sytuację ekonomiczną użytkowników miałów węglowych, może pojawić się problem spalania odpadów, a także paliw wątpliwej jakości, pochodzących z szarej strefy. W rezultacie walcząc o poprawę jakości powietrza prowokuje się jego znaczne pogorszenie.

Polska nie jest gotowa na gwałtowne odejście od węgla

W 2018 r. ruszyła w Polsce pierwsza odsłona programu „Czyste Powietrze”. Program ten zakładał dofinansowania w zakresie termomodernizacji budynków mieszkalnych oraz przekształcenia instalacji grzewczych w sprzyjające ekologicznym standardom. Pomimo dobrych założeń, program nie spotkał się z szerokim odbiorem, a decydujący się skorzystać z jego oferty musieli przejść przez wiele formalności, a także spełnić ściśle określone warunki programu. „Czyste Powietrze” nie spełniło swojego celu, jakim jest przystosowanie budynków do ekologicznych źródeł zużycia energii.

By poprawić sytuację związaną z jakością powietrza w Polsce, w maju 2020 r. rząd ogłosił program „Czyste Powietrze 2.0”, który jest zmodyfikowaną wersją pierwszej edycji. Założenia programu oraz metoda ich wykonania są dobre, jednak by doprowadzić do transformacji energetycznej w Polsce, program musi działać przez co najmniej dwa-trzy lata. Dopiero po tym czasie będziemy mogli odczuć pierwsze efekty programu. Wynika to z czasochłonności oraz ograniczonej liczby specjalistów w zakresie termomodernizacji budynków.

Pomimo istnienia programów wspomagających przekształcenia urządzeń grzewczych w urządzenia ekologiczne, wiele podmiotów nie jest gotowych finansowo na modernizację energetyczną. Wynika to przede wszystkim ze znacznie wyższych kosztów montażu i eksploatacji ekologicznych urządzeń grzewczych.

Zatem zakaz sprzedaży miałów z węgla kamiennego ma sens jedynie w momencie, kiedy kraj jest w pełni gotowy w zakresie infrastruktury do przejścia na inny rodzaj paliwa grzewczego. W tym momencie takiej gotowości w Polsce nie ma, a także jest duża niepewność związana z kryzysem wywołanym przez COVID-19. Zakaz sprzedaży miałów węglowych jest jedynie odcięciem użytkowników od oficjalnej dystrybucji paliwa grzewczego, nie rozwiązuje natomiast problemu związanego z wykorzystaniem miałów węglowych do spalania. Korzystanie z tego rodzaju paliwa nie skończy się  wraz z wejściem w życie zakazu sprzedaży miałów węglowych od 1 lipca 2020 r.

Racjonalnym wyjściem z tej sytuacji jest przedłużenie przez Ministra Klimatu obowiązywania norm jakościowych dla miałów węglowych o co najmniej dwa lata, by dać czas podmiotom, których to dotyczy, na przystosowanie swojej infrastruktury do nowego rodzaju paliwa grzewczego. Dotychczas jednak, pomimo wielu apeli i próśb ze strony przedsiębiorców oraz gospodarstw domowych, Minister Klimatu nie wyraził woli na wydłużenie obowiązywania norm jakościowych dla miałów węglowych.

IGSPW

Od 1 lipca 2020 nie kupisz już miału do celów grzewczych

Od 1 lipca 2020 nie kupisz już miału do celów grzewczych

Od 1 lipca 2020 r. będzie obowiązywał zakaz sprzedaży miałów z węgla kamiennego dla gospodarstw domowych oraz kotłów o mocy poniżej 1 MW. Do dyspozycji kupujących pozostaną jedynie droższe paliwa.

Zgodnie z Rozporządzeniem Ministra Energii z dnia 27 września 2018 r. w sprawie wymagań jakościowych dla paliw stałych do 30 czerwca 2020 r. obowiązują normy określone dla miałów węglowych. Po tym czasie normy te przestają obowiązywać, a to oznacza, że zgodnie z ustawą z dnia 25 sierpnia 2006 r. o systemie monitorowania i kontrolowania jakości paliw, nie będzie można zakupić paliw stałych w postaci miału z węgla kamiennego, do których nie ma określonych norm jakościowych. Zatem od dnia 1 lipca 2020 r. konieczne będzie zaopatrzenie się w inny rodzaj paliwa, który spełnia wszystkie wymogi formalne, ale jednocześnie jest przy tym znacznie droższy. Niemniej, jeżeli klient kupi zapas miału przed 1 lipca 2020 r. to będzie mógł go zużywać bez żadnych ograniczeń o ile nie będzie to naruszać innych regulacji (np. uchwał antysmogowych).

Obecnie miał węglowy jest jednym z najtańszych rodzajów paliw do ogrzewania, którego roczne zużycie w Polsce szacuje się na ponad 7 mln 250 tys. ton, co przekłada się na rynek warty ponad
6 mld PLN. W samym sektorze małych i średnich przedsiębiorców, znajduje się ponad 24 tysiące urządzeń grzewczych o mocy poniżej 1 MW, które zasilane są miałem z węgla kamiennego. Doliczając do tego gospodarstwa domowe, które wykorzystują do ogrzewania miał węglowy, można zauważyć, że z dniem 1 lipca 2020 r. dziesiątki tysięcy urządzeń zostaną pozbawione możliwości zakupu preferowanego rodzaju paliwa grzewczego.

Problemem dla użytkowników instalacji cieplnych o mocy nominalnej poniżej 1 MW, zasilanych miałem z węgla kamiennego, będzie znaczny wzrost wydatków na paliwo grzewcze, a oprócz tego, w niektórych wypadkach konieczna stanie się wymiana urządzeń w celu dostosowania możliwości technicznych do użytkowania danego rodzaju paliwa. Wykorzystanie podobnego do miału węglowego – groszku z węgla kamiennego, będzie się wiązało dla użytkownika z kosztami blisko dwukrotnie wyższymi w porównaniu do ogrzewania miałem z węgla kamiennego.

Jak wynika z badań przeprowadzonych na zlecenie Izby Gospodarczej Sprzedawców Polskiego Węgla, miał węglowy od 2018 roku był zdecydowanie najczęściej używanym paliwem do kotłów średniej mocy stosowanych w Polsce. Brak interwencji legislacyjnej w sprawie ustalenia nowych norm jakościowych dla miałów węglowych, będzie skutkował podwyższeniem kosztów eksploatacji urządzeń grzewczych, u przedsiębiorców zmniejszy płynność finansową przez niespodziewany wzrost kosztów paliwa grzewczego, a w przypadku najuboższych użytkowników instalacji grzewczych, spowoduje to korzystanie z odpadów lub paliw nieekologicznych, co pogorszy jakość powietrza, a także powiększy szarą strefę, do której może przenieść się obrót miałami.

Zgodnie z ustawą z dnia 25 sierpnia 2006 r. o systemie monitorowania i kontrolowania jakości paliw, od 1 lipca 2020 r. osoba wprowadzająca do obrotu miały z węgla kamiennego o wymiarze ziarna od 1 mm do 31,5 mm, będzie podlegała grzywnie od 50 000 zł do 1 000 000 zł lub nawet karze pozbawienia wolności do lat 5.

Zakupu miałów węglowych po 30 czerwca 2020 r. będą mogły dokonać jedynie osoby oraz firmy, które przekażą dostawcy przed realizacją dostawy na rzecz osoby lub firmy kopię zaświadczenia potwierdzającego prowadzenie instalacji spalania o mocy nominalnej co najmniej 1 MW lub kopię dokumentu potwierdzającego prowadzenie działalności polegającej na sprzedaży paliwa stałego.

IGSPW

Kraków nad przepaścią

Kraków nad przepaścią

„Kraków nad przepaścią. Pustka w miejskiej kasie, miasto prosi rząd o pomoc” – bardzo ciekawy artykuł, o takim tytule pojawił się w dniu wczorajszym na portalu Onet.pl.

Autor artykułu przedstawia w nim dramatyczną sytuację finansową w jakiej znalazł się obecnie Kraków.

Zadłużenie miasta wynosi już ponad 3 miliardy złotych, nie wliczając w tą kwotę zadłużenia wielu miejskich spółek. W przeliczeniu na jednego mieszkańca Krakowa ta kwota wynosi aż 3722 zł – pisze Onet.

Autor w dalszej części artykułu wymienia liczne „finansowe grzechy” Krakowa:

– strata ziemi przez zasiedzenie

– nieprawidłowości finansowe przy modernizacji Fortu Łapianka

– liczne, niepotrzebne i nietrafione zakupy

– sprzedaż działek po zaniżonych cenach

My do tej listy dodalibyśmy jeszcze astronomiczną kwotę – ponad 300 milionów złotych wydanych na nieefektywną walkę ze smogiem, o której pisaliśmy tutaj:

To kwota niemal dwukrotnie wyższa niż stan krakowskiej kasy na koniec 2019 roku!

Tak to już jest drodzy Państwo, że mamy w kraju różne elity i różne standardy, a od tego kto rządzi miastem zleży również niestety to, jak mieszkańcom danego miasta się żyje. „Są równi i równiejsi” – to dość często słyszane stwierdzenie w naszym kraju.

Prezydent Tarnowa, może jeździć samochodem za 50 tysięcy złotych, mimo stabilnej sytuacji finansowej miasta, a Prezydent Krakowa musiał kupić sobie w tym roku nowego Lexusa, mimo tego, że miasto jest nad finansową przepaścią.

Wydatki Tarnowa na walkę ze smogiem wyniosły nieco ponad 3,5 miliona złotych, a te krakowskie ponad 300 milionów! Mimo tego Kraków wcale nie osiągnął lepszych efektów od Tarnowa i wciąż pozostaje bardziej zanieczyszczonym miastem. Dodatkowo w Krakowie zakazano paliw i urządzeń, które wg. najnowszego (obowiązującego od stycznia 2020) prawa unijnego są przyjazne i bezpieczne dla środowiska!

Rezultat?

Tysiące mieszkańców Tarnowa mogą ogrzewać swoje domy w ekonomiczny i ekologiczny sposób, bo nikt nie nakazał im przymusowej wymiany źródła ciepła na drogie ogrzewanie gazowe i elektryczne, a wielu mieszkańców Krakowa zmuszono do takiej wymiany pod groźbą drakońskich kar finansowych, a nawet więzienia.

Widocznie władze Krakowa swoimi działaniami postanowiły zadłużać nie tylko miasto, ale i jego mieszkańców, bo jak inaczej wytłumaczyć to, że w ramach rzekomej walki o czyste powietrze tworzy się prawo inne od krajowego i unijnego, które uderza przede wszystkim w kieszenie mieszkańców?

Quo Vadis Krakowie?

Małopolska nowoczesnym gettem Europy?

Getta cechują się izolacją pewnej kategorii ludności od innych. Getto to miejsce zamieszkiwane przez elitarną bądź wyróżnioną pod jakimś względem część społeczeństwa. Socjologowie rozróżniają wiele rodzajów gett, a jednym z nich może być obszar, gdzie żyją tylko ci, których stać na ogrzewanie.

Jeśli w Programie Ochrony Powietrza zostaną wdrożone działania, które proponuje Małopolski Urząd Marszałkowski, wówczas rzeszy Małopolan nie będzie stać na ogrzewanie swoich domów. Czy Małopolska się wyludni i zostaną tam tylko ci, których stać na zakup urządzeń grzewczych spełniających najostrzejsze wymagania na świecie?

11 lutego 2019 roku w Krakowie podczas konsultacji pn. Porozmawiajmy o powietrzu usłyszeliśmy przedstawicielkę organizacji Client Earth. Sugerowała ona wprowadzenie zakazów w całej Małopolsce. Obecnie realizowany jest scenariusz, którego finałem może być zakaz spalania paliw stałych na obszarze województwa małopolskiego. Kolejnymi strefami po Krakowie, które ma objąć zakaz spalania paliw stałych to miejscowości uzdrowiskowe. Zakazy mogą być wprowadzone w gminie Krynica-Zdrój, Muszyna, Piwniczna-Zdrój, Rabka-Zdrój, Szczawnica, Sękowa, Uście Gorlickie. Po wprowadzeniu zakazów w gminach uzdrowiskowych, można się spodziewać rozszerzania ich dalej, na wszystkie sąsiadujące gminy. Scenariusz taki dotyka „obwarzanek” krakowski, gdzie głośno się mówi o tym, żeby wprowadzić zakazy w 13 sąsiadujących gminach.

Jeśli mieszkańcy Małopolski (i nie tylko Małopolski) nie zablokują wprowadzania tych zakazów, będą musieli ogrzewać swoje domy energią ze słońca, z gazu lub elektryczną.

Wszyscy wiedzą, że energia słońca nie może być rozpatrywana jako źródło ogrzewania domów. Nie na naszej szerokości geograficznej i nie przy obecnym stanie techniki, który nie pozwala na jej ekonomiczne magazynowanie. Na całym świecie trwają eksperymenty z magazynowaniem energii słonecznej, jednak są one w powijakach i nic nie wskazuje na to, by w rozsądnym do przewidzenia czasie pojawiła się technologia, która to magazynowanie umożliwi.

Gaz promowany jako alternatywa dla paliw stałych, nie jest powszechnie dostępnym nośnikiem energii. Nie ma technicznych możliwości doprowadzenia gazu do każdego miejsca w Małopolsce. Gaz jest jednym z najdroższych nośników energii, którego cena składa się z wielu pozycji. Mnogość składników z których otrzymamy cenę gazu powoduje, że jest niezwykle trudno wyliczyć wzrost kosztów ogrzewania dla tego paliwa. Obecnie należy zapłacić za gaz (często znacznie) powyżej 2 zł/m³.Gaz w sieci musi mieć ciepło spalania nie mniejsze niż 34 MJ/m³, o czym mówi Instrukcja ruchu i eksploatacji sieci przesyłowej. Przy takich założeniach cena 100 GJ energii z gazu (tyle potrzebuje do uzyskania komfortu cieplnego niewielki stary dom), wyniesie znacznie powyżej 6000 zł. Tę samą ilość energii zawierają około 4 tony węgla o kaloryczności 25 MJ/kg, który będzie kosztować ponad 3000 zł lub około 6 ton suchego drewna. Ponieważ drewna nie kupujemy wg wagi, równoważną ilością 6 ton drewna jest od 11 m³ do 15 m³. Dla mieszkańców kupujących drewno, koszt ogrzewania jest niższy od węgla, natomiast dla jeszcze większej grupy mieszkańców, ten koszt jest znikomy, ponieważ pozyskują je z własnego lasu.

Dla ludzi w dobrej sytuacji materialnej, którzy do tej pory ogrzewali się węglem, przejście na gaz jest obciążeniem, któremu mogą starać się podołać dokonując przetasowań w domowym budżecie. Jeśli zrezygnują z innych wydatków, które nie są niezbędne do egzystencji, takich jak: wczasy, obozy dla dzieci, rowery czy inny sprzęt sportowy, będą w stanie ponieść znacznie wyższe koszty ogrzewania. Jednak ludzie, którzy mają najniższe emerytury/renty, i do tej pory palili tylko drewnem z własnego lasu, żeby pokryć te wydatki musieliby zrezygnować z wydatków umożliwiających im egzystencję. Dla tej grupy ludzi urzędnicy nie mają żadnej realnej propozycji.

Podczas konsultacji w Krakowie 15 stycznia, wypowiadał się mieszkaniec tego miasta, który zlikwidował kocioł węglowy. Postępował zgodnie z wytycznymi urzędu. Miejsce węglowego miał zająć kocioł gazowy. Likwidacja kotła węglowego spowodowała, że rodzina przez trzy lata była pozbawiona centralnego ogrzewania, ponieważ likwidowaniem palenisk zajmuje się inna komórka niż ta, która udziela pozwoleń na gaz. Tylko dzięki temu, że są to ludzie zamożni, stać ich było na dogrzewania się „farelkami”. Co z tymi których nie stać na gaz czy prąd; zlikwidują im palenisko i pozostawią bez ogrzewania? Wiele takich przypadków pokazywały ostatnio media, więc pozostawienie mieszkańców bez ogrzewania jest bardzo prawdopodobne.

Ogrzewanie gazem to nie tylko znacznie wyższe koszty, które systematycznie będą rosły z powodu wzrostów cen gazu, ale także przebudowa instalacji grzewczej jeśli wcześniej był w domu kocioł, lub budowa całej nowej instalacji grzewczej, jeśli w domu był piec. Koszty te, zwłaszcza budowa nowej instalacji, przekraczają koszt zakupu samego źródła ciepła. Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze koszt budowy przyłącza gazowego, jeśli akurat w danym miejscu występują takie możliwości techniczne.

Do bardzo wysokich kosztów wszystkich operacji związanych z przejściem na ogrzewanie gazowe, dochodzi bardzo poważne zagrożenie rychłym wprowadzeniem zakazu spalania paliw gazowych. Gaz tak samo jak węgiel jest paliwem kopalnym. Ogłoszenie przez parlament europejski kryzysu klimatycznego spowodowało wzmożone prace mające na celu jak najszybsze zakazanie spalania węgla i gazu. Dziś nikt nie wie, czy ten zakaz zostanie wprowadzony i kiedy. Jednak istnieje realne ryzyko jego wprowadzenia. W wielu krajach Europy Zachodniej ten zakaz już został wprowadzony. Myślące perspektywicznie władze państw zachodnich już proponują bardzo wysokie dotacje do wymiany kotłów. Likwidacja ogrzewania gazowego i zastąpienie go ogrzewaniem na pellet lub drewno, jest dotowana tak wysoko, że można pokryć koszty całej inwestycji. Dużym zainteresowaniem cieszy się drewno, gdyż jest znacznie czystszym i bardziej ekologicznym paliwem niż pellet. Tymczasem w Małopolsce ma miejsce sytuacja dokładnie odwrotna. Promuje się gaz, który wkrótce będzie zakazany, jednocześnie planując zakaz spalania biomasy, w tym drewna. Co zrobią ludzie, którzy poniosą ogromne koszty inwestycji związanej z przejściem na gaz (krajowe dotacje pokrywają tylko część kosztów), gdy – może nawet przed ich ukończeniem – wprowadzony zostanie zakaz używania gazu?

Skoro urząd marszałkowski chce zmian w POP, to najlepszą zmianą dla Małopolski jest w tej chwili dopuszczenie możliwości instalowania różnych urządzeń spalających drewno, a nie tylko niezwykle drogiej instalacji zgazowującej, którą obecnie dopuszcza uchwała antysmogowa. Jednak w przypadku wprowadzenia zakazów również z takich instalacji nie będzie można korzystać.

Kolejne źródło ciepła, to energia elektryczna. Dostępna jest powszechnie lecz niestety jest to energia najdroższa. 100 GJ energii elektrycznej kosztuje blisko 18 000 zł, trzy razy więcej niż gaz, sześć razy więcej niż węgiel i kilkanaście razy więcej niż drewno kupowane z LP.  Zużycie energii elektrycznej można obniżyć instalując pompę ciepła, tylko że wcześniej trzeba dokonać termomodernizacji budynku kosztującej kilkadziesiąt tysięcy złotych. Sama pompa też nie jest tania a jej zainstalowanie to w przypadku pompy gruntowej, kolejne kilkadziesiąt tysięcy. Jest to inwestycja wyłącznie dla bardzo zamożnych obywateli. Z tego powodu w Polsce i na świecie pompy ciepła stanowią maleńki odsetek instalacji grzewczych, podobnie jak najzamożniejsi ludzie stanowią maleńki odsetek społeczeństwa.

Urząd marszałkowski proponując zmiany w POP nie przedstawił żadnej analizy z której wynikałoby, jakie są możliwości sieci gazowych i sieci energetycznych. Małopolska jest terenem górzystym i budowa sieci gazowej, która zabezpieczy dostawę paliwa gazowego do wszystkich potrzebujących jest niemożliwa. Trochę inaczej wygląda sytuacja sieci energetycznych. Energia elektryczna doprowadzona jest niemal do każdego domu. Trzeba jednak zdawać sobie sprawę z tego, że przepustowość sieci jest mocno ograniczona. Energetykom budującym sieć nawet do głowy nie przyszło, że kiedyś będzie ona wykorzystywana do zasilania urządzeń grzewczych. Jeśli zostaną włączone grzejniki elektryczne w gospodarstwach, gdzie wcześniej zlikwidowano paleniska, sieć tego nie wytrzyma i nastąpi blackout. Tego urzędnicy z urzędu marszałkowskiego chyba nie przewidzieli, bo nie przedstawiono żadnej analizy, z której można by się dowiedzieć, czy dostarczenie tak dużej ilości energii elektrycznej jest w ogóle możliwe. Nie ma też przedstawionych propozycji, kto miałby sfinansować modernizację sieci. Niezależnie od tego należałoby dokonać analizy bezpieczeństwa dostawy energii elektrycznej do domów. Zakłady energetyczne dysponują danymi o ilości awarii sieci i przestojach w dostawie energii. Trzeba też wziąć pod uwagę, że z powodu zamian klimatycznych awarie mają coraz większy zasięg, a przerwy w dostawie energii są dłuższe.
Zarówno ogrzewanie gazem jak i ogrzewanie prądem bezpośrednio, czy z użyciem pompy ciepła, wymagają ciągłej dostawy energii elektrycznej. Czy twórcy POP brali to pod uwagę, wszak zlikwidowanie urządzeń na paliwa stałe, które bardzo często są niezależne od energii elektrycznej, pozbawia podczas awarii sieci możliwości ogrzewania domu, potrzeby człowieka równej z potrzebami fizjologicznymi.

Z początkiem roku 2020 w całej Unii Europejskiej wprowadzono regulację znaną powszechnie jako ekoprojekt, który nakłada obowiązek ograniczenia emisji urządzeń do niezwykle niskiego poziomu. O tym, że będą takie ograniczenia producenci wiedzieli od bardzo dawna, bowiem procedowanie w parlamencie europejskim trwało ponad 10 lat. Ten czas pozwolił producentom przygotować się do tego i obecnie na rynku dostępne są urządzenia, które spełniają te bardzo rygorystyczne parametry. Parametry kotłów na paliwa stałe zostały doprowadzone do takich, jakimi charakteryzowały się kotły gazowe, które zainstalowane są w jeszcze wielu domach. Nawet na warunki Europy Zachodniej ekoprojekt podnosi poprzeczkę niezwykle wysoko. Mimo tego w Małopolsce trwają zabiegi o to, żeby te parametry zaostrzyć wielokrotnie. Przed wprowadzeniem uchwały antysmogowej urząd marszałkowski zlecił ekspertyzy, które dowiodły, że parametry ekoprojektu są wystarczające do tego, żeby uzyskać poprawę stanu powietrza do oczekiwanego poziomu. W załączniku do uchwały możemy przeczytać: „Pomimo zwiększonego kosztu inwestycyjnego w pierwszej fazie wdrażania ograniczeń korzyści płynące z rozwiązania będą długofalowe…

Dlaczego w tej chwili próbuję się podnieść poprzeczkę do poziomu nierealnego dla krajowych urządzeń? Być może dlatego, że jak powiedziała działaczka antysmogowa podczas konsultacji w Krakowie 15 stycznia br., chcą doprowadzić do tego, by powietrze było zgodne z sugestiami WHO.

Propozycje WHO nie są obowiązującym prawem i pokazują jedynie jaki poziom można uznać za neutralny. Na mapie pokazującej zanieczyszczenie powietrza na świecie w czasie rzeczywistym widać, że tylko w nielicznych miejscach Europy uzyskiwany jest poziom zanieczyszczeń uznawany przez WHO jako neutralny. Większość krajów europejskich znacznie bogatszych od Polski przekracza znacznie poziomy zalecane przez WHO. Pomysł aktywistów antysmogowych jest mrzonką, którą sfinansować mają obywatele z własnej kieszeni i ze środków publicznych. Ponieważ te ostatnie dla znacznej części społeczeństwa są niedostępne, proponuje się obciążyć kosztami gminy i nałożyć na nie obowiązek finansowania tej fantazji. Ten wydawać by się mogło szczytny cel, staje się w finansowych realiach Polski fanaberią, gdyż państwa o nieporównywalnie większej zamożności mieszkańców niż Polacy nie oddychają powietrzem, które WHO określa jako neutralne, gdyż nie stać ich na to.

Realizowany w Małopolsce projekt dotyczący poprawy jakości powietrza wspomagany jest bardzo dużymi środkami z projektu LIFE. W końcowej fazie realizacji projektu, należy wykazać się założonymi wskaźnikami. Jeśli wskaźniki nie zostaną osiągnięte może grozić to zwrotem części lub całości dotacji. Niewykluczone, że zarządzający projektem obawiając się uzyskania stosownych wskaźników, próbują za wszelką cenę ratować sytuację i dlatego próbują przeforsować zakazy spalania paliw stałych i ograniczyć parametry urządzeń do poziomu niemożliwego do zrealizowania w proponowanym czasie.

Czy mieszkańców Małopolski, która ma najmniejsze gospodarstwa w Polsce i gdzie aż kilka gmin to gminy najbiedniejsze w Polsce, stać na finansowanie równie pięknego co i nierealnego celu?

Artur Krasowski

 

Artur Krasowski – Konstruktor kotłów na paliwa stałe, Wykładowca w dziedzinie OZE. Entuzjasta najtańszego wytwarzania energii i propagator tych technologii. Od kilkudziesięciu lat zajmuje się zagadnieniami spalania. Konstruuje kotły na paliwa stałe specjalizując się w konstrukcjach z załadunkiem ręcznym o najniższej emisji zanieczyszczeń. Prowadzi wykłady na temat odnawialnych źródeł energii uwzględniając zagadnienia magazynowania i dystrybucji energii, a szczególnie ciepła. Twórca działów badawczo rozwojowych w zakładach produkujących kotły na paliwa stałe. Autor wdrożonych konstrukcji kotłów spełniających wymagania 5 klasy.