Biorąc pod uwagę teraźniejszy, pandemiczny czas, możemy po raz kolejny powiedzieć, że dożyliśmy niezwykle ciekawych czasów. Jeszcze w końcówce 2019 nikt z nas nie spodziewał się tego, że świat, w tym i Polskę ogarnie koronawirusowa pandemia. Jest to czas wielu ludzkich tragedii, ale jest to też czas niezwykłej próby i odpowiedzialności wszystkich nas. W mniemaniu Izby, jako Polacy radzimy sobie z  tą pandemiczną sytuacją dobrze. Mocno trzymamy też kciuki za to, że poradzimy sobie z COVID-19 szybko i skutecznie.

Po co komu taki naciągany materiał?

W powyższym świetle absolutnie niezrozumiałym, nie popartym twardymi dowodami, a wręcz naciąganym, jest materiał SmogLabu i prof. Kleczkowskiego pt. „Związek między COVID-19 a smogiem jest, ale na razie nie wiemy jak silny”. SmogLab powołuje się w nim na badania korelacji pomiędzy zanieczyszczeniem powietrza a liczbą zgonów i zakażeń koronawirusem, wskazując, że takowa dodatnia korelacja występuje. Hmmm, to nadużycie i bicie piany, służące PRowym celom tzw. antysmogowców. Skąd taka opinia?

Po pierwsze przeanalizowaliśmy te ponad 1270 wyrazów tekstu SmogLabu i żaden z nich nie pokazuje ilościowo, ale nawet jakościowo takiej korelacji. Rozpoczyna się od mocnych słów, że „(…) pył PM2,5 ma największy wpływ na liczbę zgonów i zakażeń, PM10 ma związek z większą liczbą zgonów, ozon ma istotny wpływ na liczbę zgonów, a słabszy na liczbę zakażeń”. Na jakiej podstawie i w jaki sposób zostało to stwierdzone? Od razu odpowiemy, że w żaden sposób w dalszym tekście materiału. Nie ma w nim bowiem dowodów ani nawet przesłanek, by tak sądzić. Widać więc, że pod przykrywką nośnego hasła,  nie kryje się nic poza nieudolną próbą sprzedawania innych treści. Podstawą naukową, również  etyczną, każdej hipotezy, bądź tezy badawczej, są informacje, których źródłem  powinny być badania natury jakościowej lub ilościowej. W tym artykule absolutnie ich nie ma. Jeśli za takowe SmogLab i prof. Kleczkowski chcą uznać powiązanie korelacyjne pomiędzy wielkością miast, a liczbą zarażonych oraz odnosić do tego poziom zanieczyszczenia powietrza w tychże, robiąc to w taki sposób, jak w opisywanym materiale, to woła to o teleekspresową złotą czcionkę.

Oczywiste oczywistości, czyli o co tyle hałasu?

Spójrzmy, koronawirus jest chorobą zakaźną, przenoszoną drogą kropelkową oraz przez dotyk. Wiemy, że największe szanse na przenoszenie się ma ona w przypadku dużych skupisk ludzkich. Gdzie one mają szansę być największe, gdzie prawdopodobieństwo takich zgromadzeń jest najwyższe? Oczywiście, że co do zasady w miastach i to z nastawieniem na te największe. To tam mamy największe skupiska ludzi. Nie dziwi więc fakt, że jeśli popatrzymy na mapę zakażeń w Polsce, to do czasu zarażeń w kopalniach (o tym jeszcze w osobnym wątku), największa ich liczba pojawiała się w dużych miastach, z Warszawą na czele. Można dokładnie prześledzić to pod https://www.gov.pl/web/koronawirus/wykaz-zarazen-koronawirusem-sars-cov-2 oraz https://polskatimes.pl/koronawirus-w-polsce-i-na-swiecie-mapa-online-miasta-i-powiaty-gdzie-nie-ma-zadnych-zakazonych-ile-osob-zachorowalo-statystyki/ar/c1-14828202. Szczególnie to drugie źródło, pokazana w nim interaktywna mapa, wskazuje jak i gdzie rozprzestrzeniał się wirus. Przywołując kilka tamtejszych danych lub dokonując szybkich wyliczeń widać na przykład, że w przypadku województwa:

– mazowieckiego 30,91% wszystkich zakażeń zanotowano w Warszawie (stanowiącej 51,1% ludności województwa),
– małopolskiego 22,96% wszystkich zakażeń zanotowano w Krakowie (stanowiącym 47,0% ludności województwa),
– dolnośląskiego 20,99% wszystkich zakażeń zanotowano we Wrocławiu (stanowiącym 32,2% ludności województwa),
– pomorskim 38,37% wszystkich zakażeń zanotowano w Gdańsku (stanowiącym 31,4% ludności województwa),
– kujawsko-pomorskiego 26,97% wszystkich zakażeń zanotowano w Bydgoszczy (stanowiącej 28,5% ludności województwa), zaś 18,91% zakażeń w Toruniu (stanowiącym 16,5% ludności województwa).
Widać więc zasadniczą, bardzo wysoką dodatnią korelację pomiędzy wielkością miast i liczbą ich mieszkańców a liczbą zarażonych. Jest to korelacja oczywista i to ona głównie tam występuje.

SmogLab i Profesor Kleczkowski wskazują również na częściowe pokrywanie się map smogu w Polsce z mapami rozprzestrzeniania się koronawirusa. Wołając o kolejną złotą czcionkę, pojawia się z naszej strony ponownie pytanie o to, gdzie mamy tu nowe i odkrywcze podstawy dla powyższego stwierdzenia. Spójrzmy bowiem, że to logiczne i po prostu wynikowe. Wiemy już, że liczba zarażonych koronawirusem jest absolutnie powiązana liczebnościowo z gęstością zaludnienia. Ta z kolei w sposób bezpośredni wpływa na powstawanie smogu, który wynika w dużej mierze z działalności człowieka. Można w tej kwestii popatrzeć na jakąkolwiek mapę smogową dla jakiegokolwiek czasu. Co to więc za nowa wartość i jakie odkrycie? Odpowiadamy wprost: żadna.

Reasumując, powyższe wskazania SmogLabu i prof. Kleczkowskiego mają absolutnie wątpliwą wartość naukową. Próbują wykazać korelację poziomu zachorowywalności na COVID-19 od natężenia smogu, z tymże…zupełnie jej nie wykazują. Logika i układ przyczynowo-skutkowy obu tych kwestii jest zupełnie inny, taki, jaki w bardzo prosty sposób pokazaliśmy powyżej.

O co więc chodzi SmogLabowi, gdy fakty mówią co innego?

Myśląc o artykule SmogLabu i prof. Kleczkowskiego nie można natomiast nie oprzeć się wrażeniu, że głównym jego celem jest przygotowanie przedpola do swojej walki w jesieni. Spójrzmy, SmogLab i prof. Kleczkowski łączą swe (jak wykazaliśmy wątpliwej jakości) analizy ze wskazaniami Światowej Organizacji Zdrowia, dotyczącymi bardzo prawdopodobnego powrotu pandemii w jesieni (te są jak najbardziej zasadne, oparte na obserwacjach wcześniejszych pandemii koronawirusowych), twierdząc, że to pogorszenie się stanu powietrza w październiku i listopadzie będzie odpowiedzialne za dotkliwy kontratak koronawirusa w Polsce. Wskazują dalej, że to więc smog stanie się jednym z najważniejszych determinant powrotu pandemii. Będąc oczywiście przeciwnymi smogowi i realizując cały czas i nieustępliwie akcję NIE dla SMOGU, TAK dla WĘGLA uważamy, że wskazania SmogLabu i prof. Kleczkowskiego są czystym i nieuzasadnionym zastraszaniem społeczeństwa; zastraszaniem, w którym realizują oni swoją wieloletnią narrację. Spójrzmy, że w kontekście wielokrotnie przywoływanego powyżej wątpliwego bezpośredniego związku wpływu smogu na zwiększanie koronawirusowej zachorowalności i liczby zgonów, SmogLab i prof. Kleczkowski próbują żonglować pojęciem aerozolu i śmiertelnej roli pyłu PM 2,5, jako koronawirusowego pomocnika. Piszą bowiem, że z wielu badań (których zresztą nie przywołują) wynika, iż koronawirus przenosi się wraz z aerozolem, a zaraz później relacjonują, iż nauka mówi jednocześnie, że nie ma dowodu na możliwość zarażenia się w ten sposób. Do tego wskazują na włoskie badania świadczące o przenoszeniu się koronawirusa przez pył PM2,5. Dużą wątpliwość tezy zawartej w haśle „(…) wirus jest przenoszony przez pył PM2,5” wzbudza naszym zdaniem kwestia odniesienia się w niej do znalezienia na cząstkach pyłu RNA a nie „czynnego” wirusa. Naszym zdaniem wynika ona tylko i wyłącznie z faktu, że jak pokazuje wiele badań (można w tym miejscu przytoczyć np. https://www.nbcmiami.com/multimedia/fau-simulation-shows-how-far-coughs-travel/2222957/, zasięg przenoszenia się koronawirusa w powietrzu sięga maksymalnie 4m. Ministerstwo Rozwoju, wraz z Głównym Inspektorem Sanitarnym, wydali natomiast wskazania dla bezpiecznej odległości 1-1,5m (vide https://www.gov.pl/web/koronawirus/zalecenia-dla-zakladow-pracy-w-zwiazku-z-rozprzestrzenianiem-sie-koronawirusa). Nie może więc on, jak sugerują również SmogLab i prof. Kleczkowski (nie podając zresztą źródeł), przenosić sią na dystansie wielu kilometrów! Nie dziwi więc i jest naturalnym występowanie na cząstkach pyłu jedynie śladów RNA wirusa (pozostałości po nim). Nie dajmy się zastraszać.

W swym artykule SmogLab i prof. Kleczkowski kontynuowali ten wątek zresztą dalej, odnosząc się do sytuacji nowych ognisk koronawirusa w kopalniach węgla kamiennego na Górnym Śląsku. To nie kilometry a centymetry, a co najwyżej pojedyncze metry były odpowiedzialne za ich powstanie i rozwój. Wynika to wprost z wąskich gardeł transportowych w kopalniach, związanych ze zjazdami szybami oraz przejazdami kolejkami szynowymi lub podwieszanymi. Tylko i wyłącznie te kwestie, bardzo podobnie działające mechanizmowo, jak w przypadku domów opieki społecznej i innych miejsc zbiorowego funkcjonowania, spowodowały, że koronawirus tak szybko rozprzestrzenił się w kopalniach. Dlaczego nie wykryto go natomiast tak szybko, jak w domach opieki społecznej, szpitalach i innych miejscach opieki? W dużej mierze dlatego, że górnicy przechodzą tę chorobę bezobjawowo, wydaje się, że nawet w większym odsetku, niż w przypadku innych ognisk chorobowych, a wręcz grup społecznych i zawodowych. Spójrzmy do tego, że dzieje się to pomimo faktu, że górnicy pracują przecież przy bardzo dużym zapyleniu, wiele razy wyższym, niż w sytuacji występowania smogu. Czy, jak sugeruje prof. Kleczkowski, zapylenie wpływa na zwiększenie liczby zgonów? Obserwacja pandemii w kręgu górników absolutnie tego nie potwierdza, a wręcz temu zaprzecza. Czyżby więc był to kolejny dowód obalający tezy SmogLabu i prof. Kleczkowskiego? Jedyną słuszną odpowiedź pozostawiamy czytelnikowi.

Pociągnijmy przez moment jeszcze jeden wątek. Otóż w artykule stwierdza się, że palenie ma wpływ na przebieg choroby, powodując zwiększenie śmiertelności. Jak odnieść do tego poniższe badania francuskich naukowców? Proszę spojrzeć np. pod https://www.medonet.pl/koronawirus,papierosy-a-covid-19–nowe-badania-wzbudzaja-kontrowersje,artykul,27428394.html lub pod https://polskatimes.pl/koronawirus-a-papierosy-francuzi-zaczeli-palic-na-potege-bo-uwierzyli-ze-nikotyna-chroni-przed-zakazeniem-rzad-wprowadza/ar/c1-14937432. Nie pochwalamy oczywiście w żaden sposób palenia papierosów, gdyż wiemy, że zwiększa ono ryzyko występowania chorób sercowo-naczyniowych i jest jedną z wiodących przyczyn raka płuc, ale widać jednoznacznie, że palenie sprzyja zwiększeniu odporności na COVID-19! To naszym zdaniem gwóźdź do trumny dla smogowo-koronawirusowych hipotez SmogLabu i prof. Kleczkowskiego.

Na koniec proszę, życząc szanownemu czytelnikowi pełni zdrowia i prosząc o naszą wspólną pełną odpowiedzialność za zdrowie publiczne, nie dajmy się omamić hasłom i tezom, które nie mają pokrycia w faktach. Nie słuchajmy takich mędrców.

Mówimy też oczywiście NIE dla SMOGU i NIE dla COVID-19. To NIE, to jednak DWA RÓŻNE NIE, nieskorelowane ze sobą w SmogoLabowy sposób.

Łukasz Horbacz

Prezes Zarządu IGSPW