O smogu w ostatnich latach jest coraz głośniej. Za sprawą alarmów smogowych „świadomość” Polaków w temacie smogu, szczególnie w większych ośrodkach, urosła do tego stopnia, że smog spokojnie może konkurować z futbolem i polityką o miano tematu numer jeden rozmów przy niedzielnym obiedzie. Nasuwa się tylko jedno pytanie, czy  aby nie jesteśmy ofiarami gigantycznej manipulacji ? Aż do tego stopnia udało się wszelkiej maści „ekologom” namieszać w świadomości rodaków, że większość osób z naszego otoczenia zapytana czy poziom smogu w ostatnich latach rośnie czy spada z pełnym przekonaniem odpowiada, że smog stanowi coraz większy problem i należy niezwłocznie mu przeciwdziałać.

Faktyczne dane na temat emisji pyłów zawieszonych wydają się przeczyć tej teorii.  Według autorów raportu GUS z 2016 roku zatytułowanego „Wskaźniki zielonej gospodarki w Polsce” w części zatytułowanej „Pyłowe zanieczyszczenia powietrza w 2014 r. wskazuje się, iż wielkość emisji pyłu PM10 w Polsce była niższa o 5,6% w odniesieniu do roku poprzedniego oraz o 15,8% od poziomu zanotowanego w 2000 r. W przypadku pyłu PM2,5 jego emisja uległa zmniejszeniu zarówno w stosunku do 2013 r., jak i 2000 r., odpowiednio o 5,9% i 13,6%.

Kolejny absurd, który ekolodzy chcą wtłoczyć do głów Polaków to stwierdzenie, że emisja z przydomowych kotłów jest odpowiedzialna za 80-90% całej emisji pyłów do atmosfery. Jeżeli pomiaru dokonamy bezpośrednio przy kopcącym kominie – pewnie tak, ale jeśli dokonamy uczciwego pomiaru – wynik będzie zupełnie inny. Według GUS, faktycznie największą emisję bezpośrednią pyłów PM10, w tym PM2,5 powodują procesy spalania paliw w sektorze komunalno-bytowym, czyli właśnie w gospodarstwach domowych, jednakże w 2013 r. ich udział w krajowej emisji pyłów wyniósł 50% dla PM10 i 51% w przypadku PM2,5. Transport drogowy wytwarzał odpowiednio 9% i 13% emisji ogółem, co wg. autorów raportu w centrach miast z dużym natężeniem ruchu samochodowego mogło być przyczyną przekroczeń wartości kryterialnych wyznaczonych dla pyłu zawieszonego. Warto przy tym zauważyć, że jeszcze w 2005 roku w Polsce było zarejestrowanych 17mln pojazdów, a ich średni wiek wynosił 10 lat, w 2017 roku mamy 37 mln pojazdów, a ich średni wiek to 14 lat. Za pozostała emisję, czyli odpowiednio 41% i 36% odpowiedzialny jest przemysł.

Również , patrząc z punktu widzenia zagregowanych danych przesadne wydają się krzyki podnoszone przez alarmy smogowe. Według GUS, w latach 2000–2013 wskaźnik narażenia ludności na stężenia pyłu PM10 mierzony na stacjach miejskich w Polsce oscylował wokół wartości 35 μg/m3 i nie przekroczył poziomu dopuszczalnego wyznaczonego dla stężenia średniorocznego – 40 μg/m3 z wyjątkiem 2003 r.(41,0 μg/m3) i 2006 r. (41,5 μg/m3). Jeśli chodzi o PM2,5, to wg. GUS od 2010 r. odnotowywano coraz niższe poziomy krajowego wskaźnika średniego narażenia na pył PM2,5, który w 2014 r. osiągnął wartość 24 μg/m3, co jest zjawiskiem pozytywnym. Nadal jednak przekracza on pułap stężenia ekspozycji (20 μg/m3), który został wyznaczony do osiągnięcia do 2015 r. oraz krajowy cel redukcji narażenia (18 μg/m3) planowany do uzyskania do 2020 r.

Skąd więc tak wielka panika pośród alarmów smogowych, szczególnie w przededniu sezonu grzewczego? Smog to problem lokalny, więc nie sposób negować jego istnienia. Przekroczenia faktycznie – w niektórych miejscach momentami przekraczają dopuszczalne normy o kilkaset procent. Za to na pewno odpowiada spalanie śmieci, których Polacy spalają w kotłach około 1 miliona ton rocznie – niemal co dziesiąta tona spalana w kotle przydomowym to tona śmieci, głównie plastików, które poza pyłem emitują całą ogromną ilość trujących związków, w tym także rakotwórcze benzo(a)pireny. Ten proceder kwitnie w najlepsze, dlatego, że władze lokalne nieudolnie egzekwują przepisy ochrony środowiska o zakazie spalania śmieci.  Nie bez winy są także producenci i dystrybutorzy węgla, którzy wprowadzają do obrotu, wszakże nie zabronione prawem, ale najgorsze sortymenty węgla w postaci mułu i flotu węglowego będące de facto odpadem w procesie uszlachetniania węgli wysokiej jakości. Takich sortymentów spala się w kotłach domowych około 400-500tyś. ton. Kolejny problem, to niecierpliwi – spalający w swoich kominkach mokre drewno. Emisja jednak to nie samo paliwo – wynika ona także z tego, że 80% węgla spalane jest w kotłach pozaklasowych niespełniających w zasadzie żadnych norm emisji. Nie bez znaczenia są tu także planiści miejscy, którzy w wielu przypadkach dopuścili do zabudowania klinów napowietrzających miasta  przez deweloperów.

Odpowiedzią na te lokalne problemy miały być Uchwały Antysmogowe. Z założenia miały one adresować konkretne przekroczenia w konkretnych lokalizacjach. Jednak dzięki działaniom alarmów smogowych, w ogólnym szale kolejne województwa na zasadzie „kopiuj – zmień 2 zdania – wklej” powtarzają niekoniecznie adekwatne do lokalnych potrzeb rozwiązania z Małopolski i Śląska. Alarmy smogowe – składające się często z dwudziestoparoletnich fanatyków, którzy w życiu nie widzieli rachunku za ogrzewanie, podsuwają sejmikom rozwiązania, które wpłyną na drastyczny wzrost kosztów ogrzewania 3,5 miliona gospodarstw domowych. Temat jest o tyle ciekawy, że rozwiązania proponowane przez sejmik nie tyle walczą z emisją pyłów do atmosfery, ile z węglem jako paliwem. Nie dajmy wmanewrować się w największą antywęglową manipulację wszechczasów. My – IGSPW – nie chcemy, aby Polska była kopciuchem Europy! Nie chcemy, aby Polacy podtruwali siebie nawzajem! Ale nie chcemy też, aby umierali z powodu ubóstwa energetycznego. Jeśli też tak uważasz – poczytaj postulaty i podpisz petycję NIE dla SMOGU – TAK dla WĘGLA.

Zródło: Wskaźniki Zielonej Gospodarki w Polsce, GUS-Białystok, 2016r.